Abba Motylion i…sen nocy leniej.

Przebudzenie?

Papillon zerwał się z łóżka.

– Jezusie Maryjo! – krzyknął. Stał na środku celi, przed nim dwa karaluchy, po jego lewej stał kubek z kawą, po prawej leżał brewiarz, na stołku słoik po kiszonych ogórkach a przy drzwiach ustawiona była sporch rozmiarów zapora z krzesła, szafki i stołeczka do modlitwy. Okna zasłonięte, ubrania ścieliły się jak zbutwiały dywan.  Papillon stał, nabrał powietrza i usiadł.

Nie ustalił jeszcze gdzie jest.  Pamiętał bażanta, rekluzję, pamiętał skruchę i postanowienie poprawy. Pamiętał, że z jego postanowiena poprawy zostały zgliszcza, że jego celę przejął jakiś dresiarz i że abba Motylion nie stanął w jego obronie. Z tego, co pamiętał został poddany ekslaustracji i uznany za mocno nieodpowiedniego kandydata do życia monastycznego w pustelnianej wspólnocie. Dalej pewien był, że jego rzeczy zostały spakowane, że wsiadł do samochodu.

A jednak. Sprzęty były znajome, kubek ten sam, identyczny słoik po podwędzonych z refektarza ogórkach i ubrania znajome. Zerknął przed okno. Było ciemno. Żadnych świateł.

Sen nocy letniej

-Znaczy – nie miasto. Hmmm. – odwrócił się, rozejrzał i znalazł. Puszka z wątróbkami rybnymi. Jednym ruchem otworzył puszkę, sos własny z wątróbek wylał na spodnie dresowe a resztę zawartości, razem z wątróbkami, wrzucił do gardła. Zapił coca-colą, która uratowała go zapewne przed odruchem wymiotnym.

– No dobra. Trzeba wyjść. – Papillon odsunął krzesło, przesunął szafkę, położył stołeczek do modlitwy na szafce, przekręcił klucz i pchnął drzwi. Ciepły wiatr, maciejka, i …komary. Temperatura zdecydowanie wiosenno – letnia.

– Zaraz. Wydawało mi się, że bażant był w marcu a eksklaustracja na początku kwietnia…Śnieg jeszcze z deszczem padał. Znaczy jednak, że śnię.

Papillon, choć pewien już, że śni chciał sprawdzić, która godzina. Nie sprawdził, bo zegarek sprzedał na Allegro zanim do przyszedł pustelni. Przejdźmy jednak do decydującego momentu. Czy to, co Papillon widział to była niespecjalnie pasjonująca wersja Snu nocy letniej, czy może jednak marą senną była eksklaustracja, biskup i bażant?

-Jak sprawdzić, jak sprawdzić…? – mruczał. Mruczenie przerwał mu znajomy głos.

Mary, mary i Maryja

-Papillon! Dziecko moje! Nie wiedziałem, że już dotarłeś! Skończyliśmy nieszpory. PodziękujMaryi, Hieromnich Serafin modlił się do Maryi i postanowić, co dzieje się w starej rekluzji. I tak doniósł nam, że wszystko z Tobą dobrze i że zostawił Ci coś do jedzenia, podobno nawet bażanta! Serafin zawsze dobrze gotował. Jak ty wyglądasz, nieszczęście ty moje!

Abba Motylion nie czekał na odpowiedź. Chwycił Papillona za rękę i mocno pociągnął.

-Aj! Abba! To boli! – trzeba pamiętać, że abba Motylion swoją czułość wyrażał w charakterystyczny i niekoniecznie delikatny sposób.

-Dziecko. Musisz się natychmiast umyć! I włożyć coś czystego. No i coś zjeść. A! Zaprowadzę cię do twojej nowej celi. To właściwie apartament. Jest nawet taras!

-To znaczy, że zostaję?

-O czym ty mówisz, Papillon?

-Biskup mnie nie wyrzucił?

-Biskup? Przecież przeprosiłeś ojca Piotra, biskupa i przez następne dwa tygodnie siedziałeś w rekluzji na własne życzenie, takiej sobie zażyczyłeś pokuty! Biskup uznał, że twoja postawa musi zostać doceniona. Polecił mi przygotować ci nową pustelnię. I wyznaczył datę obłóczyn.

-Abba…To znaczy, że Iwan i jego dresy, eksklaustracja i reszta to był sen?

-Eksklaustracja tak. Iwan i jego dresy niestety nie. Ta część niestety ci się nie przyśniła. Iwana przysłali kiedy wróciłeś z rekluzji na jeden dzień.

Abba wszedł pierwszy. Zapalił lampkę przy łóżku. Papillon oparł się o ścianę. Świeżo pomalowane ściany, ikona Matki Bożej Bolesnej w kąciku modlitewnym,   palnik indukcyjny i nowa włoska kawiarka oraz zapas Lavazzy na dwa miesiące.

-Gdyby to nie było polecenie biskupa pewnie nie dawałbym ci tej nowej kawiarki i kawy lux i indukcji, ale co zrobić, posłuszeństwo…- abba puścił oko.

-Naciesz się, dziecko i koniecznie weź prysznic! A potem zapukaj do mnie. A, Serafin zostawił dla ciebie list.

 

Papillon zamknął za abbą drzwi. Usiadł na dębowym stołeczku. Siedział tak przez kwadrans. Wstał. Nalał wody do kawiarki, otworzył puszkę Lavazzy, nasypał kawę i ubił łyżeczką. Postawił kawiarkę na idukcyjnej kuchence i otworzył list. Pismo hieromnicha Serafina było takie, jak on sam. Drobne, odrobinę pochylone, ale wyraziste i klarowne.

„Ukochany w Chrystusie bracie Papillonie,

Słyszałem od znajomego hieromnicha, że święty Paisjusz mawiał tak, o naszym patrzeniu na sprawy i ludzi.

„Najważniejsze, żeby oczyściły się oczy duchowe.”

A to znaczy, że kiedy człowiek osiągnie dobry stan duchowy, mawiał święty starzec, wszystko widzi czysto, usprawiedliwia wszystkie wady innych ludzi, w dobrym sensie, ponieważ widzi ich wzrokiem duchowym, nie ludzkim. Trzymaj się Chrystusa a twoje oczy rozjaśni Jego miłosierdzie. Powierz się Maryi a ona ustrzeże cię od złudzeń i pomoże opanować pychę. Proś Boga o pokorę i wytrwałość. Ducha świętego proś o ogień wiary i odwagę.

Bedę nosił cię w sercu i pamiętał o tobie w molitwie. Niech nasza wspólna modlitwa wzniesie się ku Niemu jak kadzidło.

Twój w Chrystusie, brat Serafin ”

Poruszony i okrutnie zmęczony Papillon zdjął kawiarkę z kuchenki. Nie zapukał już do abby tego wieczoru. Położył kawiarkę na podstawce, nalał do kubka, postawił na nocnym stoliku, położył się i zasnął.

Tej nocy abba Motylion zasnął spokojnie pierwszy raz od czterech tygodni.

CDN.

Złe zadatki – to nie jest przeszkoda dla doskonalenia duchowego, ponieważ jeżeli człowiek czyni wysiłki, choćby niewielkie, ale z gorliwością i chęcią, to oznacza, że znajduje się w sferze działania praw duchowych, w sferze cudu, i wtedy wszystkie jego dziedziczne wady łagodzi Łaska Boża.

O namiętności

Bóg szczególnie kocha i pomaga tej duszy, która, mając od urodzenia niezbyt dobre zadatki, czyni gorliwe wysiłki w życiu duchowym i dąży do Nieba, próbując oderwać się od ziemi i wznieść w górę na swoich wątłych skrzydłach, osłabionych złą dziedzicznością. Znam wielu ludzi, którzy włożywszy trochę wysiłku, otrzymali wydatną pomoc Bożą i uwolnili się od tego, co było dla nich brzemieniem. Dla Boga tacy ludzie są prawdziwymi bohaterami. Cóż bowiem daje nam Bożą przychylność? Praca, którą wkładamy, by pokonać naszego starego człowieka.

Siły, które możemy kierować ku dobru.

Człowiek powinien znać siły, które posiada i kierować je ku dobru. Tak z pomocą Bożą osiągnie dobre nastawienie duchowe. Swój egoizm, na przykład, niech kieruje przeciw diabłu i nie poddaje się, kiedy on go kusi.

Skłonność do próżnej gadaniny niech uświęca, ćwicząc się w modlitwie. Czyż nie lepiej obcować z Chrystusem i uświęcać się, zamiast plotkować i grzeszyć? W zależności od tego, jak człowiek będzie wykorzystywać siły swojej duszy, będzie się stawał albo lepszy, albo gorszy.

Starzec Paisjusz Hagioryta

Dodaj komentarz