Powieść w odcinkach. Abba Motylion i….

Apoftegmaty (jeszcze)nieznane. Historia Abby Motyliona spisana w odcinkach do przeczytania tutaj.

Abba Motylion był starcem o wielkim sercu, silnym duchu i ….bardzo słabym wzroku. Jego twarz jaśniała łagodnością, a oczy – przenikliwością. Myślał i modlił się nieustannie. Mówił rzadko. Łagodność, przenikliwość i mądrość starca były znane w kraju i poza jego granicami. Do abby Motyliona ciągnęły wielkie szychy z metropolii i małe myszki z okolicznych wiosek.

Starzec jednakową miłością ogarniał i szychy, i myszki. Po kilku minutach najsmętniejszy dyrektor fabryki z milionem nierozwiązywalnych problemów wychodził od abby z twarzą jasną i równie jasnym planem na następne miesiące.

 

Wyczerpana matka piątki dzieci z gospodarstwa nieopodal pustelni po wizycie u abby wychodziła z zapasem energii i radości na dalsze zmagania z niesforną domową gromadką. Do starca dobijali się też młodzi i nieco starsi adepci życia monastycznego, którzy z całego serca pragnęli zostać uczniami wielkiego i świętego starca. Jednym z nich był Papillon. Abba Motylion widywał Papillona wielokrotnie modlącego się godzinami. Papillon przyjeżdżał na rowerze wcześnie, kiedy drzwi kaplicy były jeszcze zamknięte. Chodził wtedy z czotką w ręku i mruczał słowa modlitwy jezusowej.

Papillon

Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem……

Motylion

Ty już tutaj?! Wchodź!

Rytuał powtarzał się co dzień o poranku i ciągnął się miesiącami. Dziś rano jednak sprawa miała się ostatecznie rozstrzygnąć. Papillon uznał, że dłużej już nie wytrzyma, musi wiedzieć czy jest dla niego jakaś nadzieja.

Było dwadzieścia pięć minut po szóstej. Chłód poranka współgrał z chłodną barwą kamiennej posadzki. We wnętrzu kaplicy rysowały się sylwetki dwóch postaci. Jedna z nich ze sporą częstotliwością na przemian to chrząkała, to wycierała nos, to kaszlała. Druga wierciła się niespokojnie na drewnianym klęczniku. Wreszcie, po kwadransie, klęcząca postać powoli wstała. Cicho, prawie bezszelestnie zbliżyła się w kierunku chrząkającego….

Papilon

Abba Motylionie….ja…ja….ja chcę zostać abby uczniem…

Motylion

Wiem, wiem… Przyjdź jutro. Napijemy się kawy..

Papillon

Do jutra abba!

Papilon

Kawa z abbą! Jutro ! O jenyś!  Śpiewajcie Panu pieśń nową!

I Papillon zaśpiewał pieśń całkiem nową….

Jestem szalony, mówię ci , zawsze tak miałem, teraz więcej mi niczego nie trzeba booooooo jestem już uczniem/ oooo..

Wytrwałość została nagrodzona. Mogłoby się wydawać, że sprawy potoczą się teraz gładko. Okazało się jednak, że przyjmując Papillona na ucznia nawet sam abba Motylion nie wiedział, w co się pakuje. Na razie żadne wyraźne znaki czy to na niebie, czy na ziemi nie zapowiadały nadchodzącej burzy…