Piwo a kontemplacja.

Człowiek usuwa się na modlitwę, by widzieć więcej, by widzieć lepiej. Przede wszystkim, by wzrok zatrzymał się na rzeczach i osobach, których wolelibyśmy nie dostrzegać, na sytuacjach, których chcielibyśmy unikać, na sprawach, które pragnęlibyśmy odsunąć, na spotkaniach, które wolelibyśmy ominąć.

Marudzisz. Zadzieranie nosa jest szaleństwem.

-Przez tą naukę nie mam czasu się modlić! – narzekała zakonnica Syryjczykowi z klasy.
-A to nie możesz się modlić nauką? – odpowiedział rezolutnie syryjski student. Marudzenie nie jest oczywiście bezowocne. Marudzenie przynosi ulgę, a nawet satysfakcję. Ale, tak jak z każdym zjedzonym czekoladowym ciastkiem, oprócz przyjemności marudzenie niesie ze sobą efekty uboczne. I tak, jak kalorie, marudzenie się odkłada, rośnie, nadyma nasze ego i niweluje radość do rozmiaru ledwie dostrzegalnych okruszków. Jeśli nie przestajemy karmić się marudzeniem, prędzej czy później zbrzydniemy.

Gdzie dwóch albo trzech spotyka się w imię Pana

Chrześcijanie początkowo spotykali się na Eucharystii po szabacie, czyli w sobotę wieczór, lub w niedzielę przed świtem. Nie mieli do tego żadnych specjalnych miejsc. Po prostu gromadzili się w domach. W domach też odbywały się „lekcje” dla katechumenów. Czasem domy, w których spotykali się chrześcijanie były specjalnie adaptowane na potrzeby wspólnoty. Specjalnych miejsc, budynków nie było. Uważano, że nie powinno ich być. Kiedy i dlaczego to się zmieniło?