Doroteusz z Gazy. O demonie podejrzliwości.

Bo uznawanie własnej nędzy to pokora, a oszczędzanie bliźniego to współczucie.

Doroteusz z Gazy


Gaza i Tawatha.

Palestyński monastycyzm.

Gaza leży na  palestyńskim wzgórzu. Z jednej strony wybrzeże Morza Śródziemnego, a z drugiej – Pustynia Judzka. W starożytności stanowiła ośrodek gospodarczy, centrum handlowe wschodniej strefy Morza Śródziemnego. Tu ściągali kupcy i ci, których pociągało życie w wielkim mieście. Gaza była też odwiedzana przez wędrowców pielgrzymujących do Jerozolimy. To właśnie na południe od Gazy, w Tawatha, znajdowała się osada monastyczna, która nie tylko wzbudzała ciekawość wędrowców, ale i przyciągała wielu poszukujących pomocy. Barsafaniusz, Jan oraz ich uczeń, św. Doroteusz, czerpali z istniejącej tu tradycji.

Duchowość palestyńskiego monastycyzmu została ukształtowana przez ścisłe związki z kolebką tego ruchu, którą był Egipt. Osada Tawatha przypominała egipskie osady pustelnicze. Cele anachoretów składały się przeważnie z dwóch pomieszczeń, oratorium i sypialni; były zasklepione sufitem z cegieł, w ścianach – nisze na książki i inne przedmioty; nieraz ozdabiano je religijną grafiką.

Życie mnicha toczyło się głównie w celi. Celę mnich opuszczał z konieczności. Kiedy wychodził do kościoła, do pracy, którą przydzielono mu w klasztorze, w celu pomocy potrzebującym. Menu składało się głównie  z diety warzywno- owocowej, czasem znajdziemy wzmianki o rosole i rybach.

Co do porządku dnia, na pierwszym miejscu była modlitwa, odbywały się z pewnością regularne nocne czuwania. W ciągu dnia duzo czasu zajmowałą praca.

Doroteusz z Gazy.

Pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około r. 525 schronił się do klasztoru położonego na miejscu starożytnej Gerary, niedaleko Gazy. Przebywając tam korzystał z rad dwóch światłych mistrzów, Jana Proroka i Barsanufiusza. Po ich śmierci (około r. 540) sam założył  klasztor niedaleko Gazy, którym rządził jako ihumen. Wtedy to wygłosił szereg pouczeń propagujących pobożność bardzo rzeczową. Napisane konkretnym stylem  i psychologiczną precyzją. Znamy je ze zbioru pochodzącego z IX stulecia.

Doroteusz był wątłego zdrowia. Jego fizyczna słabość nie pozwalała mu podjąć surowszej ascezy, co Doroteusz bardzo przeżywał. Przyszedł do klasztoru bo szukał wewnętrznego pokoju i kontemplacji jednak w klasztorze powierzono mu wiele funkcji, które znacznie utrudniały realizowanie planu na spokojne i kontemplacyjne życie. Doroteusz został furtianem, opiekunem gości, a także infirmarzem. Opat Seridos prawdopodobnie przygotowywał Doroteusza do roli przełożonego.

Doroteusz nie miał łatwości w kontaktowaniu się z innymi. Dodatkowo obawiał się, że wzbudzi niechęć u braci z powodu jego wyjątkowej roli w monasterze i szczególnym zadaniom, które powierzał mu opat. Niekiedy u konfratrów rzeczywiście dochodziła do głosu zazdrość, co znajdowało wyraz w sprawianiu mu drobnych przykrości.

Według jednej z możliwych wersji zdarzeń, Doroteusz po śmierci Seridosa opuscza Tawatha i zakłada w okolicy własny klasztor. Według innej teorii Doroteusz zostaje opatem, popierany przez rekluzów, ale po rychłej ich śmierci, gdy odnawiają się dawniejsze trudności komunikowania się tego wrażliwego człowieka ze wspólnotą, rezygnuje z urzędu i postanawia zamieszkać, jak przedtem jego mistrzowie, w samotnej celi.

Około 634 r. Gaza zostaje opanowana przez Arabów i następuje likwidacja osad monastycznych. Mnichów poddaje się eksterminacji albo wypędza.

Zachowała się stosunkowo bogata korespondencja, którą Doroteusz prowadził ze swymi duchowymi mistrzami, Barsafaniuszem i Janem, listy, które pisał do innych mnichów, jego własne konferencje ascetyczne oraz żywot Dozyteusza, spisany po wczesnej śmierci ucznia Doroteusza.

Pouczenia o kłamstwie i woli własnej.

Doroteusz,  proponuje zasadę ograniczonego zaufania do własnej mądrości i umiejętności kierowania samym sobą. Własna wola, obstawanie przy swojej racji, poleganie na sobie, samousprawiedliwianie są zgubne dla człowieka. Mnich z Gazy nazywa ten głos własnego „ja”.

Demon, natrafiając na stanowczą wolę posłuszeństwa przykazaniom, zaczyna od mniejszych pokus: utwierdzenia nas w naszych własnych racjach, dotyczących rzeczy, które same w sobie wcale nie są złe. Ewagriusz powiedziałby, że nie ustawia się w poprzek drogi, którą idziemy, ale przy drodze. Podsuwa samousprawiedliwienie, abyśmy trzymali się swoich racji. Obiera więc metodę bardziej przebiegłą i skuteczną, która w nieoczekiwany dla nas sposób prowadzi do zguby. Wystarczy, że człowiek w jednym tylko obstaje przy swoim, a daje przystęp diabłu. Człowiek stoi przed alternatywą – stać się albo niewolnikiem Boga, albo błahych rzeczy.

/Leon Nieścior OMI/

Demon podejrzliwości. opowieść doroteusza.

Opowiem wam o tym przedziwną rzecz, której sam byłem świadkiem, gdy jeszcze byłem w klasztorze. Mieliśmy tam pewnego brata bardzo silnie opanowanego przez tę wadę. Tak święcie wierzył w prawdę wszystkich swoich podejrzeń, iż w każdej sprawie twierdził niewzruszenie, że było tak właśnie, jak to jemu przedstawiły jego myśli i nie dopuszczał możliwości, żeby było inaczej.

Z upływem czasu wzrastało to zło i tak zdołali go szatani omamić, że kiedyś wszedł do ogrodu dla śledzenia innych (bo wiecznie podglądał i podsłuchiwał) i wydało mu się, że widzi pewnego brata jak kradnie i zjada figi. A był to piątek, trochę przed godziną drugą. Przekonany więc, że naprawdę na własne oczy widział ten czyn, bez słowa opuścił ogród. Później podczas sprawowania Eucharystii śledził owego brata, który rzekomo kradł i zjadał figi, chcąc zobaczyć, czy przystąpi do Komunii św. A widząc, że on myje ręce, aby podejść do Komunii św. pobiegł do opata i powiedział: „Oto brat taki a taki idzie przyjąć Komunię św. razem z braćmi. Nie pozwól, żeby mu ją dano! Widziałem go z rana, jak kradł figi w ogrodzie i jadł je”.

W tym momencie wchodził ten brat idąc z wielką skruchą po Święte Postacie, należał bowiem do najgorliwszych. Opat widząc go, zawołał go zanim on jeszcze doszedł do rozdającego Komunię kapłana, wziął go na bok i zapytał: „Powiedz mi bracie, co to takiego robiłeś dzisiaj?” On zdziwił się i odpowiedział: „Gdzie, Panie?” Opat na to: „W ogrodzie, gdzie byłeś rano: co tam robiłeś?” Odpowiedział mu zdumiony brat: „Panie, ani ogrodu dzisiaj nie widziałem, ani nawet nie byłem rano w klasztorze, ale dopiero co wróciłem z drogi. Bo kiedy tylko skończyliśmy wigilie, wysłał mnie szafarz w takiej a takiej sprawie”. A sprawę, o której mówił, trzeba było załatwić o kilka mil od klasztoru, toteż brat wrócił stamtąd dopiero na samą Eucharystię.

Opat wezwał szafarza i spytał: „Dokąd posłałeś tego brata?” Szafarz odpowiedział zgodnie z tym, co mówił brat: „Posłałem go do takiej a takiej wsi”, po czym zrobił pokutę mówiąc: „Przebacz mi, panie, bo odpoczywałeś po wigiliach i dlatego musiałem go wysłać bez twojego pozwolenia”. Opat więc, przekonany o prawdzie, z błogosławieństwem posłał ich do Komunii. Potem wezwał podejrzliwego brata, skarcił go i zabronił mu Komunii świętej. Ponadto po Eucharystii zebrał wszystkich braci i ze łzami opowiedział im to wydarzenie i napiętnował go w obecności wszystkich, osiągając przez to cel potrójny: zawstydził diabła i ukazał go jako siewcę podejrzeń, winowajcy dał okazję do odpokutowania grzechu przez zawstydzenie i do uzyskania przebaczenia i pomocy Bożej na przyszłość, a resztę braci pouczył, żeby nigdy nie trzymali się swoich podejrzeń. Długo mówił o tym do nas i do tego brata, wykazując na przykładzie tego, co się zdarzyło, że nic szkodliwszego nad podejrzenie.

Wiele innych podobnych rzeczy powiedzieli ojcowie wykazując nam różnymi sposobami szkodliwość podejrzeń. Starajmy się więc, bracia, wszelkimi siłami nie wierzyć nigdy swoim podejrzeniom. Nic tak nie odwraca człowieka od troski o własne grzechy, nic go tak nie uczy wtrącać się w nie swoje sprawy. Nic też dobrego z tego nie wynika, ale tysiączne zamieszania, tysiączne cierpienia; i nigdy już wtedy człowiek nie ma czasu na zdobywanie bojaźni Bożej. Więc jeśli nasza grzeszność sprawia, że rodzą się w nas podejrzenia, natychmiast je zmieniajmy w życzliwe myśli, a tak unikniemy szkody. Bo podejrzenia są złe i odbierają duszy cały spokój. Oto na czym polega kłamstwo myślą.


Bo każdy grzech pochodzi albo ze zmysłowości i wygodnictwa, albo z chciwości, albo z próżności.

Podobnie i kłamstwo pochodzi od tych trzech. Człowiek kłamie albo po to, żeby uniknąć oskarżenia i upokorzenia, albo dla zaspokojenia jakiegoś pożądania, albo dla zysku.

Bez końca kłamie tu, kłamie tam, intryguje, aż póki celu nie osiągnie. Takiemu już nikt nie wierzy, ale choćby i powiedział co zgodnie z prawdą, nikt nie potrafi mu uwierzyć i sama nawet prawda jego uważana jest za niepewną.

Ale zdarza się czasem rzeczywista potrzeba, w której jeśli człowiek nie użyje małego wykrętu, dochodzi do większego zamieszania i nieszczęścia. W takich okolicznościach, kiedy człowiek widzi się do tego zmuszonym, zmienia temat mowy, aby uniknąć, jak powiedziałem, większego zamieszania, nieszczęścia lub niebezpieczeństwa.

Mówił o tym ojciec Alonios do ojca Agatona: „Oto dwóch ludzi w twojej obecności popełniło zabójstwo, a jeden z nich schronił się w twojej celi. Oto urzędnik szuka go i pyta ciebie: «Czy przy tobie dokonano tego zabójstwa?» Jeśli nie użyjesz podstępu, wydasz tego człowieka na śmierć”.

Więc jeśli zachodzi konieczność, człowiek mimo to nie powinien lekceważyć kłamstwa, ale pokutować i płakać przed Bogiem i uważać to za godzinę próby. I nie zawsze tak należy postępować, ale raz na bardzo wiele wypadków. To tak, jak z odtrutką czy środkiem przeczyszczającym. Stale zażywane szkodzą; ale jeśli je ktoś przyjmuje raz na jakiś czas z rzeczywistej potrzeby, pomagają mu. Tak i w tej sprawie należy postępować. Jeśli rzeczywista konieczność zmusza do kłamstwa, można skłamać, ale w nielicznych tylko wypadkach i z wielkiej – jak powiedziałem – konieczności. Później z bojaźnią i drżeniem należy przedstawić Bogu i swoją intencję, i konieczność, a tak się człowiek ocali. Inaczej poniesie szkodę.

Oto powiedzieliśmy już, kto to jest ten, co kłamie myślą i ten, co kłamie słowem. Chcemy jeszcze powiedzieć także, kto kłamie całym swoim życiem.

Całym życiem swoim kłamie ten, kto jest rozpustny, a udaje wstrzemięźliwość; jest chciwy, a mówi o jałmużnie i wychwala miłosierdzie; jest pyszny, a podziwia pokorę. Podziwia ją nie po to, żeby ją chwalić. Bo gdyby w tym celu tak mówił, najpierw by z pokorą wyznał swoją własną słabość, mówiąc: „Jestem nieszczęsny, pozbawiony wszelkiej cnoty!” A po wyznaniu własnej nędzy dopiero by mógł podziwiać i wychwalać cnotę.

Ani też nie dlatego ją chwali, żeby uniknąć zgorszenia. Bo w takim razie powinien pomyśleć: „Jestem nieszczęsny i pełen grzechów, czemu miałbym jeszcze innych prowadzić do złego? Czemu miałbym szkodzić cudzej duszy i dokładać sobie ciężaru?” A tak mógłby, chociaż sam grzeszny, zbliżyć się do dobra.

Bo uznawanie własnej nędzy to pokora, a oszczędzanie bliźniego to współczucie.

Ale taki człowiek podziwia głośno cnotę, jak już mówiłem, nie w którejś z tych intencji, a tylko dla zakrycia własnej hańby bierze imię cnoty i mówi o niej, jakby i sam był taki, a często i po to, aby komuś zaszkodzić, albo go oszukać. Bo żadne zło, żadna herezja, ani nawet sam szatan nie potrafią człowieka oszukać inaczej, niż przez udawanie cnoty.

Apostoł mówi, że diabeł podaje się za anioła światłości. Nic więc dziwnego, że jego słudzy udają sługi sprawiedliwości. Tak i kłamca: albo ze strachu przed zawstydzeniem i upokorzeniem, albo, jak powiedziałem, w intencji oszukiwania i zwodzenia mówi o cnotach, wychwala je i podziwia, jakby sam je pełnił, i nie jest prosty, ale dwoisty: inny wewnątrz, a inny na zewnątrz.

Życie jego jest podwójne i całkiem zakłamane.

Oto więc powiedzieliśmy o kłamstwie, że pochodzi od złego; powiedzieliśmy o prawdzie, że prawdą jest Bóg. Unikajmy więc kłamstwa, bracia, abyśmy się wyrwali spod władzy złego, a usiłujmy zdobyć prawdę, abyśmy się zjednoczyli z Tym, który powiedział: Ja jestem prawdą. Niech Bóg nas uczyni godnymi swej prawdy.


Doroteusz z Gazy „Pisma ascetyczne″
+ posts

Autorka powieści Abba Motylion oraz scenariusza radiowego pod tym samym tytułem. Redaktor naczelna magazynu DOM MARIAM, właścicielka firmy Dom Mariam z Galilei. Pracowała jako wykładowca na warszawskim Colegium Civitas, trener dla Fundacji Nowe Media, wydawca programów radiowych w RMF FM, dziennikarka dla PR Katowice. Prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży, koordynuje projekty dla oo. dominikanów w Ustroniu - Hermanicach. Zarząca stronami firm na Facebooku oraz witrynami www.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.