„A zatem na drodze do świętości istnieje coś nieubłaganie prozaicznego. Nieważne ekstazy ani uczty umartwienia, nieważny heroizm, najważniejszym zadaniem pozostaje to, za co trzeba się zabrać za chwilę.”
“So there is a relentlessly prosaic element in the journey to holiness. Never mind the ecstasies and the feasts of self- denial , never mind the heroics: the essential task is whatever is there to be done next. “
Silence and Honey Cakes , Rowan Williams
Zdecydowanie nie doceniamy codzienności. Te same zajęcia, ci sami ludzie, te same problemy. A jednak. Perła świętości ukryta jest w tym co zwyczajne. Co szare. Ukryte. Często niechciane, omijane.
W końcu wyczekujemy niezwykłości. Fajerwerków, ochów, achów, zachwytów i wiatru we włosach.
A jeśli jednak cuda dzieją się tu i teraz? A co jeśli, zapatrzeni jak sroka w błyskotki, nie zauważamy perły w codzienności?
A co jeśli, my poszukiwacze zaginionych cudów, zapominamy o tym, co ważne jest tu i teraz?
A co jeśli codzienność wykuwa naszą świętość? W trudzie i znoju, w górkach i dołkach naszych małych radości i smutków?
Nasze perły mogą być zasypane papierami, pokryte kurzem, schowane między poranną kawą a niechętnym spojrzeniem sąsiada. Czasem chowają się w stercie niewyprasowanych koszul, między talerzami do mycia a nie napisanym mailem. Powtórzę za Rowanem Williamsem:
„A zatem na drodze do świętości istnieje coś nieubłaganie prozaicznego. Nieważne ekstazy ani uczty umartwienia, nieważny heroizm, najważniejszym zadaniem pozostaje to, za co trzeba się zabrać za chwilę.”

