Thomas Merton – świadek łaski i drogi wiary

W powszechnej niemal świadomości pokutuje pogląd, że członkowie tego kontemplacyjnego zakonu, tak radykalnie odcięci od świata, są tak bardzo pogrążeni w modlitwie i rozmyślaniu o Bogu, iż niewiele mogą poradzić na problemy i codzienne troski świata. Zwłaszcza tego świata współczesnego, który niejednokrotnie sprawia wrażenie jakby chciał rozminąć się z Bogiem.

Pokusa zastosowania takiego schematu myślenia jest aktualna nawet wtedy, gdy ten trapista jest –a raczej był – tak płodnym i poczytnym pisarzem jak O. Maria Ludwik, szerszemu ogółowi znany pod świeckim imieniem i nazwiskiem: Thomas Merton. Bo o czym może pisać mnich? Jednak właśnie to bycie mnichem i patrzenie na świat z punktu widzenia mnicha–jak słusznie zauważa André Gozier–jest zarówno jego ograniczeniem jak i mocą. Ograniczeniem, ponieważ nie istnieje w Kościele ani w społeczeństwie wyłącznie zakonny, mniszy styl życia, a mocą dlatego, iż był to człowiek dążący do jednego jedynego celu, człowiek walczący o jedno: o jedność z Bogiem i o kontakt z ludźmi.

Właśnie z tej perspektywy samotność i kontemplacja staje się symbolem całkowitego i wystarczającego spotkania z Bogiem i z ludzkością.

W świecie, w którym osią jest aktywizm, mechanizm, skuteczność, stres i prędkość, on jest człowiekiem jedności, pokoju, sprowadzającym do centrum, czyli do Miłości, do Boga, spotkanego w Jezusie Chrystusie poprzez dar Ducha Świętego.

Przypomnijmy, że ten jeden z najbardziej znanych katolickich pisarzy dwudziestego wieku urodził się w 1915 r. we Francji. Jego rodzice, Amerykanka i Nowozelandczyk, nie przejawiali jakichś szczególnych zainteresowań religijnych. Thomas początkowo pasjonował się poezją i próbował pisać powieści. Później zainteresował się mistyką chrześcijańską. Po zapoznaniu się z dziełami klasyków filozofii scholastycznej, zwłaszcza św. Tomasza z Akwinu, przyjmuje chrzest i wiarę katolicką. W kilka lat później w 1941 r. wstępuje do zakonu trapistów w Gethsemani w USA, w którym zostaje też w roku 1949 wyświęcony na kapłana. Właśnie w tym klasztorze powstały kolejne książki, które przyniosły mu światowy rozgłos. Zmarł tragicznie w roku 1968 porażony prądem elektrycznym w Bangkoku, gdzie udał się by uczestniczyć w spotkaniu opatów wszystkich katolickich zakonów kontemplacyjnych w Azji. Była to jego pierwsza wyprawa na Wschód, po której wiele sobie obiecywał. Niestety nie było mu dane z niej powrócić.

Nikt nie jest samotną wyspą

Na podstawie jego bogatej i wciąż aktualizowanej spuścizny literackiej dostrzegamy fascynujący fakt, a mianowicie to, że życie duchowe, mistyka i kontemplacja nie oznacza automatycznie odejścia czy ucieczki od świata.

Wręcz przeciwnie pisarstwo Mertona uświadamia nam całą głębię napięć i tęsknot poruszających człowieka świadomie przeżywającego swoje życie w całej jego różnorodności. W ten sposób religia i wiara może stać się siłą porządkującą, wprowadzającą właściwe proporcje, a nade wszystko obdarowuje gromadzone doświadczenia tym najgłębszym sensem, bez którego pozostałyby bezładnym strumieniem równie bezkształtnych doznań. Jak sam pisze w przedmowie do Nikt nie jest samotną wyspą.

Życie wewnętrzne jest życiem prawdziwej osobowości człowieka, tego wewnętrznego „ja”, którego płomień bywa tak często tłumiony przez popioły niepokoju i daremnych trosk. Nasze życie wewnętrzne zmierza raczej do Boga niż do zadowolenia materialnych potrzeb, ale mimo to nie jest wcale życiem nierzeczywistym ani życiem ułudnych snów. Przeciwnie bez życia duchowego cała nasza egzystencja staje się iluzoryczna i zawieszona w próżni. Włączając nas w prawdziwy porządek świata, ustanowiony przez Boga, życie duchowe wprowadza nas w możliwie najpełniejszy związek z rzeczywistością–nie tą, którą sobie wyobrażamy, ale tą, która rzeczywiście istnieje. A czyni to, uświadamiając nam naszą prawdziwą osobowość i stawiając ją przed obliczem Boga (T. Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, (tłum. M. Morstin Górska), wyd. „Zysk i S-ka”, Poznań 1997, s. 7).

Domysły współwinnego widza

Inny przykład mogą stanowić jego słowa z przedmowy do książki Domysły współwinnego widza, która zawiera–według słów samego autora–wrażenia notowane dzień po dniu, zwyczajne domysły człowieka w jego własnym świecie, którego problematyka stanowi rzucone mu wyzwanie.

Ten świat jest światem klasztornym, a więc dziwnym dla tych, którzy z klasztorem nie mieli nic wspólnego. A jednak myślę, że jest on otwarty w stosunku do życia i doświadczeń tego większego, bardziej tkniętego niepokojem i hałaśliwego świata, jaki istnieje poza bramą klasztoru. Jakkolwiek bardzo często mocno różnię się z tym „światem”, to jednak nie pozostaję nieczuły na jego wyzwanie. Nie żywię złudzeń, że przestałem być częścią tego świata.

T. Merton, książki. Domysły współwinnego widza, tłum. Z. Ławrynowicz, wyd. Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1972, s. 15.

Warto również w tym miejscu polecić lekturę listów Mertona do Czesława Miłosza. Są one świadectwem jak głęboko i szczerze ich Autor interesował się światem, w którym żył (T. Merton, Cz. Miłosz, Listy, tłum. M. Tarnowska, wyd. „Znak”, Kraków 1991).

Czy życie modlitwy praktykowane przez chrześcijan nie jest zwykłą ucieczką od problemów i niepokojów współczesnej egzystencji?

Śmiało można powiedzieć, że modlitwa i życie wewnętrzne to tematy wokół których krąży cała jego twórczość pisarska. Wystarczy wspomnieć choć te, które zostały wydane w języku polskim: Posiew kontemplacji, Myśli w samotności, Chleb żywy, Chleb na pustyni, Źródła kontemplacji, Modlitwa kontemplacyjna, Kierownictwo duchowe i kontemplacja, Życie i świętość, Nikt nie jest samotną wyspą – wszystkie one za główny cel mają przybliżyć współczesnego człowieka do życia modlitwą. W każdej z nich znajdujemy ten sam motyw: bez modlitwy życie chrześcijańskie jest bezbarwne, bez niej nie jesteśmy w stanie włączyć się w żywą tradycję Kościoła, która z przeszłości wyrasta i na modlitwie się tworzy. Uczą one wytrwałego poszukiwania sposobów, dzięki którym można modlitwę włączyć w bieg własnego życia, jak można to modlitewne dziedzictwo uczynić żywym i dostępnym każdemu człowiekowi. W prostych, nienapuszonych słowach, wypływających w dużej mierze z własnego doświadczenia, Merton niejednokrotnie przypomina współczesnemu człowiekowi istotne prawdy dotyczące życia modlitwy. Mówi np.:

Nie modlimy się dla samej modlitwy, ale po to, żeby być wysłuchanym, nie modlimy się także po to, aby słuchać naszej własnej modlitwy, ale by Bóg nas usłyszał i nam odpowiedział. Nie modlimy się również po to, aby otrzymać byle jaką odpowiedź; czekamy na odpowiedź Boga.

(T. Merton, Myśli w samotności. Chleb żywy, (tłum. F. Zielińska), wyd. „Znak”, Kraków. s. 94.).

albo gdzie indziej:

Czy życie modlitwy praktykowane przez chrześcijan nie jest zwykłą ucieczką od problemów i niepokojów współczesnej egzystencji? (…) Modlitwa nie zamyka nam oczu, lecz przekształca naszą wizję świata i sprawia, że widzimy wszystkich ludzi i całą historię ludzkości w świetle pochodzącym od Boga. (…) Modlitwa musi przenikać i ożywiać wszystkie dziedziny naszego życia, włącznie z najbardziej doczesnymi i przemijającymi. Nie gardzi nawet najniższymi na pozór aspektami ludzkiej egzystencji. Uduchawia je wszystkie i nadaje im Bożą orientację.

T. Merton, Modlitwa kontemplacyjna, (tłum. M. Dybowski), wyd. „W drodze”, Poznań 1986, s. 104-106

Jest jeszcze jedna sprawa, która szczególnie wydaje się ważna we współczesnym świecie. Jest to świadectwo głębokiego przywiązania Mertona, bądź co bądź – konwertyty, do tradycji i Kościoła Katolickiego oraz do swego mniszego powołania. Odnośnie do tego pierwszego w Domysłach współwinnego widza znajdujemy słowa, które można przyjąć jako swoiste credo. Merton wyznaje, że:

[Chciałbym] tak, jak papież Jan – być człowiekiem postępowym, czującym głęboki szacunek i miłość dla tradycji – czyli progresistą, który pragnie zachować bardzo jasną i wyraźną ciągłość w stosunku do przeszłości i nie popadać w głupie i idealistyczne kompromisy z chwilą obecną – równocześnie chciałbym być zupełnie otwarty wobec nowoczesnego świata przy zachowaniu jasno określonej i tradycyjnej katolickiej postawy.

(Merton, Domysły, dz. cyt., s. 293).

O jego przywiązaniu do opactwa Gethsemani i do stanu życia zakonnego wymownie świadczą słowa, które skierował do swego sekretarza w jednym z listów. Są one odpowiedzią na plotki na temat jego rzekomego zamiaru zerwania ślubów zakonnych:

Pozdrów ode mnie całą bandę – mam nadzieję, że nie słychać zbyt szalonych plotek. Powtarzaj, proszę, wszystkim, że jestem mnichem z Gethsemani i że mam zamiar nim pozostać do końca moich dni.

(Za: P. Hart, Przedmowa, w: T. Merton, Dziennik azjatycki, (tłum. E. Tabakowska), wyd. „Znak”, Kraków 1993, s. 12).

O tych wszystkich drogach swego rozwoju duchowego mówi w pierwszej osobie. Nie kryje się, nie upiększa. Sam prowadzi czytelnika przez swoje doświadczenia, przez upadki i zwycięstwa, obawy i radości.

Dzięki temu mamy przed sobą nie anonimowy tekst, ale żywego człowieka, tak bardzo różnego, ale i tak bardzo podobnego do nas. I to również jest chyba jednym ze źródeł niesłabnącej popularności mnicha –trapisty.

Innocenty A. Kiełbasiewicz OFM
Jablunkov (CR), 8 czerwca 2000 r.

 

Literatura

Forest J., Thomasa Mertona życie mądrością. Biografia, (tłum. J. Margański), wyd. „Homini”, Bydgoszcz 1997.
De Waal E., Siedem dni z Thomasem Mertonem, (tłum. W. Grzybowski), wyd. „WAM”, Kraków 1997.
Gozier A., Rekolekcje z… Tomasz Merton, (tłum. M. Czarnecka), wyd. „M”, Kraków 1998.
Merton T, Dziennik azjatycki, (tłum. E. Tabakowska), wyd. „Znak”, Kraków 1993.
Merton T., Domysły współwinnego widza, tłum. Z. Ławrynowicz, wyd. Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1972.
Merton T., Modlitwa kontemplacyjna, (tłum. M. Dybowski), wyd. „W drodze”, Poznań 1986.
Merton T., Myśli w samotności. Chleb żywy, (tłum. F. Zielińska), wyd. „Znak”, Kraków.
Merton T., Nikt nie jest samotną wyspą, (tłum. M. Morstin Górska), wyd. „Zysk i S-ka”, Poznań 1997
Merton T., Siedmiopiętrowa góra, (tłum. M. Morstin Górska), wyd. „Znak”, Kraków 1972.
Merton T., Miłosz Cz., Listy, tłum. M. Tarnowska, wyd. „Znak”, Kraków 1991.
Obirek St., Thomas Merton, w: „Życie Duchowe” 4 (2) 1995, wyd. „WAM”, Kraków, s. 115-128.

 

Mieszka w pustelni (romitorium) w Jaworzynce od siedmiu lat. Od kilku lat jest przełożonym trzyosobowej wspólnoty, ekonomem, kronikarzem, asystent FZŚ w Koniakowie, ojcem duchowny dekanatu istebniańskiego. Jest autorem opracowań z zakresu duchowości franciszkańskiej.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.