Kochaj i chrzań konwenanse 2.0

Kochaj i chrzań

XXIV Niedziela Okresu Zwykłego – Łk 15, 11-32

Kiedyś dostałem od mojego współbrata, prostą i konkretną radę. Chcesz być wolnym człowiekiem? Kochaj i chrzań konwenanse! O tym właśnie jest ta Ewangelia…

Ojciec kocha, bez żadnego „jeśli”, bez żadnego warunku, bez żadnego „ale”. Kocha i chrzani wszelkie ludzkie – nasze – konwenanse. Jakie?

Syn przychodzi i żąda połowy majątku. Co to oznacza, w kulturze człowieka bliskiego wschodu?
Ojcze, proszę Cię o zrealizowanie testamentu. To znaczy; pragnę Twojej śmierci – albo inaczej – Ty już dawno dla mnie umarłeś, a ja już dłużej czekać nie mogę. Chcę odejść, a Tobie nic do tego.

Pater rodziny, powinien skarcić buńczucznego młodzieńca… a co On robi?Godzi się na stratę… godzi się na doświadczenie braku… oddaje…
Puszcza… puszcza ukochanego Syna…
Miłość, pozwala na odejście… daje przestrzeń wolności…
Miłość, godzi się na utratę Ukochanego…

Już od momentu odejścia Syna, Ojciec na niego ponownie czeka… wypatruje go…Z tęsknotą palącą, przechadza się po pozostałej połowie majątku, a przecież wszystko w domu przypomina mu o swym utraconym dziecku. A Syn tymczasem trafia do świń. Upodlił się tak, że już bardziej nie można…
Dziś Żydzi budują specjalne platformy, na których pasą się świnie. Wszystko po to, aby nie dotykały Ziemi Świętej. Taka nieczystość, która wyrzuca dalej, niż na margines.

Syn wraca… wcale nie z miłości… (miłosne czekanie Ojca, ono jedynie się liczy)
Nawet świnie nim wzgardziły. Świńskie strąki nie dla niego. Pusty brzuch – motywem powrotu.. Marnotrawny wraca…a Ojciec go dojrzał. Dojrzał i się wzruszył… dosłownie – jego wnętrzności się powywracały na widok swojego dziecka… natychmiast wybiegł…

A co powinien?

Powinien siedzieć w głównej izbie domu, bo to matka wybiegała po swoje dzieci, ale nie ojciec.
Powinien czekać, aż Syn wróci, padnie na twarz, ucałuje stopy i pogładzi ojcowski pierścień…

***

Ale Ojciec nie dba … wybiega. Nie każe całować sobie stóp… rzuca mu się na szyję… sam obsypuje pocałunkami Syna…Zachowuje się dziwacznie… Jego zachowanie nie przystoi głowie rodziny.

Ojciec, wcale nie dba o ryzyko zaciągnięcia na siebie rytualnej nieczystości…przecież nie wiadomo gdzie Syn się szlajał…Ojciec kocha, dotyka Syna i całujezaciągając na siebie parszywą nieczystość… jednak On wcale o to nie dba…

Dajcie mu szatę…

Dajcie mu szatę, dajcie mu nową godność… bo już nie jesteś niewolnikiem… nie jesteś, nie będziesz nim… Jesteś moim ukochanym Synem… nowa godność… nowa czystość…

Dajcie mu pierścień… bo oto na nowo przynależysz do mojego (królewskiego) rodu… Tak! Na nowo sporządzę dla Ciebie testament! (czujny umysł podpowiada, przecież jeden już zmarnował – owszem – ale Ojciec to chrzani)

Dajcie mu sandały… nową wolność… nową przyszłość.
Ojca nie interesuje przeszłość Syna… nie wspomina słowem o niej… nie rozlicza Go… nie zadaje pytań…
Dajcie sandały… chrzani wszelkie zwyczaje, ponieważ liczy się jedna, jedyna rzeczywistość. Mianowicie: Interesuje mnie nie przeszłość, lecz od tej chwili, liczy się jedynie wspólna przyszłość.

***

Zabijcie utuczone ciele… zapewne, ciele uszykowane na jakieś szczególne święto. Świętowanie wcale nie trwa jeden wieczór, uczta będzie trwała nawet cały tydzień. Ciele utuczone dla marnotrawcy, który lekką ręką rozrzutnie rozwalił majątek rodzinny… ?

Ojciec to chrzani… Chrzani wszelkie konwenanse…
bo jego Miłość, nie zna żadnego „jeśli”.

Kocha bez warunków… tak o… po prostu i zwyczajnie… ponieważ inaczej nie potrafi… bo taki właśnie jest Bóg.

Kochaj i chrzań konwenanse – moja mała definicja Bożego Miłosierdzia.


„Żyć tak, żeby
niczego nie musieć żałować
niczego się wstydzić,
niczego się nie bać”
Ale to niemożliwy projekt,
to ułuda i zgroza.
Więc:
żyć tak, żeby
pozwolić umyć sobie nogi
brudne
od żalu
od wstydu
od strachu

Ks. Jerzy Szymik – Ostatnia Wieczerza

*tekst oryginalnie opublikowany przez brata Mateusza w 11 września 2016 r.

Dodaj komentarz