Abba Motylion i…mrok jak światło.

Opat Manu częstował serem od trapistów. Przywiózł również spore ilości mniszego piwa. W atmosferze braterskiej miłości i hojności abba Motlylion zadzwonił pustelnianym dzwoneczkiem.

-Bracia, wyjątkowy gość to wyjątkowe okoliczności. Dziś znoszę silencium.

Surowy refektarz w jednej chwili przeszedł metamorfozę i bardziej przypominał orientalny bazar. Gwar, śmiechy, dowcipy i dużo sera do piwa.

 


Sam bóg wystarczy?

Tymczasem Papillon odbywał swoją pokutę. Pierwszy poranek w rekluzji przywitał go delikatnym szronem na trawie i klamce. Podłoga z kamienia, piec kaflowy, kuchenka elektryczna. Sheraton. Tylko póki co, w papillonowym sheratonie temperatura sięgała nieco ponad pięć stopni. Pokutnik natychmiast zabrał się za rozpalanie w piecu. Drewno było wystarczająco suche. Najwyraźniej przygotowane dzień wcześniej. Mocne postanowienie było oczywiście podstawową motywacją gorliwości. Pomogło też pięć stopni i brak kawy.

Papillon gorączkowo szukał zapałek. Nie było ich ani w szufladzie, ani w okolicy pieca. Podszedł do okna. Zapomniał o zapałkach. Na blacie, w rogu stała kawiarka. Obok kawiarki stała Lavazza.

-Jezu Chryste, zmiłowałeś się nade mną grzesznikiem…

Znalazły się i zapałki. Całe dwanaście opakowań. Po godzinie, w rekluzji unosił się aromat świeżo przygotowanej kawy, a piec kaflowy roztaczał błogie ciepło. Skarpetki abby Motyliona grzały stopy. Papillon odetchnął. Pierwszy raz od kilku miesięcy rozkoszował się samotnością. Spoważniał. Popatrzył na ikonę, wiszącą nad klęcznikiem. Ukrzyżowanie Chrystusa. Papillon chciał poczuć obecność Chrystusa, blisko, jak najbliżej. Nie chciał uciekać, nie zamierzał wychodzić, całe papillonowe jestestwo pragnęło Boga. -Bóg. Solo Dios. -wyszeptał Papillon i zasnął.


Conversatio morum

 

-Conversatio morum obliguje mnicha do nieustającego nawracania się, naprawy obyczajów. Jak streszczają to wasi polscy benedyktyni w opisie formacji mniszej:

Mniej więcej po pięciu latach od momentu wstąpienia, jeśli okaże się dostatecznie przygotowany, może złożyć śluby wieczyste. Ślubuje wówczas Bogu stałość (stabilitas), obyczaje monastyczne (conversatio morum) i posłuszeństwo (oboedientia) według Reguły.

Po rekreacji, w świątecznym nastroju, bracia zebrali się na, ostatnią w tym dniu, konferencję. Opat mówił powoli, z emfazą. Brat Ryszard, nieco sfatygowany, tłumaczył, jak potrafił.

-Często mówi się też o formacji ciągłej. To właśnie ta idea, nieustannego powracania do Boga, niezmiennej czujności i gorliwego szukania Boga poprzez modlitwę, pracę i czytanie duchowe to istota życia mniszego, zakonnego.

Pięciu nowicjuszy słuchało z uwagą. Każdy z nich czekał na moment złożenia ślubów. Ale nie każdy był gotów do rzucenia wszystkiego na jedną kartę.

-Solo Dios basta! Jakże ważne jest, by żyć ze świadomością, że wszystko jest łaską. Cała nasza działalność, nasze życie wewnętrzne opiera się na łasce Boga: Beze Mnie nic nie możecie uczynić – mówi Jezus (J 15, 5). Pomyślcie o św. Teresie z Avila. Pierwsze 20 lat była jedną nogą w klasztorze, a drugą w świecie. Posłuchajcie, co pisała o swoim życiu, nie tylko przed zakonem.

„Z jednej strony Bóg mnie wzywał, z drugiej ja szłam za światem. Rzeczy Boże sprawiały mi wielką pociechę, a rzeczy światowe trzymały mnie na uwięzi. Chciałam pogodzić ze sobą dwie rzeczy tak przeciwne, życie duchowe z pociechami, upodobaniami i rozrywkami zmysłowymi”. „Takie życie, rzec mogę, należy do najsmutniejszych, jakie sobie można przedstawić, bo ani się Bogiem nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata. Gdy używałam przyjemności światowych, wspomnienie na to, co winna jestem Bogu, sprawiało mi udręczenie. Gdy byłam na samotności z Bogiem, przywiązanie światowe rozstrajało mnie. Jest to wojna tak ciężka, że nie rozumiem, jak mogłam ją wytrzymać choćby jeden miesiąc, a cóż dopiero przez tyle lat”.

Brat Albert zamknął oczy. Z pozoru wzór nowicjusza. Na modlitwach pierwszy, uprzejmy. Idealny. Rysą na tym obrazie był jego perfekcjonizm i ambicja. On nie szukał Boga, szukał siebie, chciał być najlepszy z najlepszych, najgorliwszy z gorliwych, najpobożniejszy i najbardziej święty. Ale w celi myslami wybiegał poza pustelnię, wracał do życia, które zostawił. W celi perfekcjonizm i ambicja nie wytrzymywały presji ludzkich tęsknot i słabości. I teraz św.Teresa z Avila. Przecież nie chodził do kawiarni, nie pił, nie chodził do miasta ani na randki. Ale wewnątrz był peknięty. Rozdarty między swoją ambicją a swoimi słabościami.

– Pamiętajcie, że nie będziecie w stanie żyć prawdziwie, jeśli z całej siły będziecie trzymali się tego, co za wami. Jeśli nie porzucicie własnych koncepcji świętości i życia monastycznego. Pozostawiam was z pytaniem: dlaczego przyszedłem? Dlaczego tu jestem? Czego szukam?


noc jak dzień

Papillon obudził się o dziewiątej wieczorem. Przespał porę obiadu, przespał porę nieszporów. Wstał, rozejrzał się, narzucił drugi sweter i dołożył drewna do pieca. Coś w sercu Papillona się zmieniło. Pojawiło się coś nowego. Papillon zerknął w stronę ikony. Usiadł. Powoli zrobił znak krzyża.

-Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków, Amen.

Przenikasz i znasz mnie, Panie, *
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli, †
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę, *
i znasz wszystkie moje drogi.
Zanim słowo się znajdzie na moim języku, *
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz *
i kładziesz na mnie swą rękę.
Zbyt przedziwna jest dla mnie Twoja wiedza, *
tak wzniosła, że pojąć jej nie mogę.
Papillon zamknął oczy i modlił się szeptem.
Gdzie ucieknę przed duchem Twoim? *
Gdzie oddalę się od Twego oblicza?
Jeśli wstąpię do nieba, Ty tam jesteś, *
jesteś przy mnie, gdy położę się w Otchłani.
Gdybym wziął skrzydła jutrzenki, *
gdybym zamieszkał na krańcach morza,
Tam również będzie mnie wiodła Twa ręka *
i podtrzyma mnie Twoja prawica.
Jeśli powiem: „Niech więc mnie ciemność zasłoni *
i noc mnie otoczy jak światło”,
To nawet mrok nie będzie dla Ciebie ciemny, †
a noc jak dzień będzie jasna, *
bo mrok jest dla Ciebie jak światło.

Autorka powieści Abba Motylion oraz scenariusza radiowego pod tym samym tytułem. Redaktor naczelna magazynu DOM MARIAM, właścicielka firmy Dom Mariam z Galilei. Pracowała jako wykładowca na warszawskim Colegium Civitas, trener dla Fundacji Nowe Media, wydawca programów radiowych w RMF FM, dziennikarka dla PR Katowice. Prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży, koordynuje projekty dla oo. dominikanów w Ustroniu - Hermanicach. Zarząca stronami firm na Facebooku oraz witrynami www.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.