Szkice o zaufaniu. Nienawiść.

Samotność

Naprawdę, mogłabym znienawidzić cały świat. Ten świat, który stał obok i patrzył obojętnie…

Samotność w depresji to jeden z koszmarów, który można odnaleźć w tej chorobie. Koszmar obojętności – najczęstszy. Dalej – koszmar opuszczenia przez tych, którzy nie wytrzymali i odeszli. Koszmar „tych, co się modlą” i zdają się nie robić nic, by pomóc. Modlitwa płynie do nieba, a realny ból zostaje. Rodzi się bunt. Jest jeszcze koszmar tych, którzy dają dobre rady, koszmar tych, którzy nic nie mówią, koszmar tych, którzy mówią nie to, co chcę usłyszeć. Koszmar tych, którzy odchodzą i wracają, koszmar…

Ostatecznie każdy z powyższych to koszmar poczucia osamotnienia w niemożliwym do opisania słowami doświadczeniu. Doświadczeniu tak różnym od wielu trudnych doświadczeń. Niemożność zakomunikowania światu wewnętrznego bólu sprawia, że ból rośnie. Po dłuższym czasie staje się jak mur. W najgorszych chwilach tak wysoki, że nikt nie jest w stanie przejść i odwiedzić człowieka skrytego w takiej twierdzy.

Wspólnota

Znów jestem we wspólnocie. Znów złapałam kontakt z ludźmi. Nie na długo, w końcu już niebawem sezon urlopowy, niemniej – „zaczepiłam się”, tak trochę, jakby na próbę, niepewnie. Sama sobie się dziwię. Tak bardzo boję się wychodzić do ludzi. Tak bardzo lękam się rozmów, które są inne niż te rzeczowe, związane z pracą zawodową czy naukową. A tu – niespodzianka.

I ksiądz. Ksiądz, którego znam od początku – od momentu gdy zamieszkałam na terenie tej parafii. Człowiek cierpliwości anielskiej. Dziś – dziwię się, że był w stanie wytrzymać ten ból, który kiedyś się ze mnie wylewał, kiedy z nim rozmawiałam. Kiedyś – wydawało mi się, że nie rozumie, nie zrozumie, a zapewnienia o modlitwie traktowałam jako wyświechtaną formułkę, którą mówi z grzeczności.

Był więc ten ksiądz, i inni kapłani. I dziesiątki innych ludzi. Wierzących i niewierzących. Tych, którzy obiecywali wsparcie i nie robili nic, tych którzy robili coś bez obiecywania, tych co obiecywali i słowa dotrzymywali. Pełen przekrój.

Przychodzę więc na spotkanie wspólnoty. I jest ten ksiądz. I inni ludzie, których nie znam, ale którzy są też ludźmi. I jest zwyczajnie, normalnie.

I w tej normalności zastanawiam się. A może gdyby byli wtedy, byłoby inaczej? A może gdybym wiedziała o tej wspólnocie wcześniej? A może gdyby ksiądz mi powiedział wcześniej, to byłoby mi łatwiej?

Kusząca perspektywa. Pytań o kondycję ludzi, o ich życzliwość, o ich ocenę sytuacji, zbyt często egoistyczną. Mogłabym godzinami mówić o ich egoizmie. Płomienne słowa, a potem rosnąca nienawiść. Do świata, do ludzi, do… Boga. Bardzo kusząca perspektywa, pozostania we własnym bólu, w zranieniach. W tym, że ktoś mógł ale nie zrobił…

Nienawiść. I zachwyt.

Inna sytuacja. Rozmowa. Moje dylematy. I słowa: „Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli (J 4, 37-38).”

Mogłabym nienawidzić dalej. Trzymać urazę, żal w sercu, oskarżać o obojętność. Wielu było obojętnych, fakt. Wielu też okazało mi życzliwość.

„Inni się natrudzili”. Za każdym dobrem, każdą życzliwością stał Bóg. Ten, który nie zapomina nigdy, posyłał ludzi. To ja ich nie widziałam, oślepiona własnym bólem.

Patrzę wstecz i widzę. Życzliwość. Tym razem patrząc z perspektywy wiary i nauki zaufania Bogu. Jak wiele dobra było! Jak wiele tej ludzkiej życzliwości, ofiarowanej. Jak wielu rzeczy nie byłam w stanie wtedy pojąć, będąc w swojej słabości, miotając się, uciekając od Boga. A teraz widzę.

Widzę też, że na wiele rzeczy po prostu wtedy nie przyszedł czas, ale to już inna opowieść…

Jedni sieją, inni zbierają… Jak wielu rzeczy nie widzę. Jak wiele rzeczy mi umyka. Jak wielu rzeczy nie dostrzegam. Jak wiele się dzieje, ale nic o tym nie wiem. Dowiem się dopiero po drugiej stronie.

Mogę nienawidzić – i dawać się niszczyć tej nienawiści.

A mogę zaufać. I zobaczyć ułamek tego, czego nie widziałam. I tym ułamkiem się zwyczajnie zachwycić.

+ posts

Natalia Świt. Właściwie nazywa się inaczej, ale woli nazywać się tak. I kropka. Wyczytuje literki z każdej książki, która wpadnie jej w ręce. Nałogowo pije herbatę i śpi. Jeszcze nie wie, czy ma zamiar zostać światowej sławy pisarką, zapracowaną dziennikarką, wziętym informatykiem, a może skromnym psychoterapeutą? Uwaga! Śpiewa, spacerując po Warszawie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.