close up photo of woman s faceO. Jacek Salij OP

Wybierajmy życie!

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, , który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego.

Księga Powtórzonego Prawa, 30,15-20.

Jacek Salij OP

SŁOWO WSTĘPNE

„Prorok jaki, czy co?”.

Przypomnę filozoficzną anegdotę, którą lubił opowiadać – rzecz jasna, po góralsku, ale tego nawet nie będę próbował naśladować – śp. Ksiądz Tischner: Wszedł chłopak na drzewo i piłuje gałąź, na której siedzi. Widzi go sąsiad i powiada: „Przestań piłować, bo spadniesz!”. „Nie twoja sprawa, nie wtrącaj się!” – mówi chłopak i piłuje dalej. Wkrótce gałąź się łamie i piłujący spada z drzewa. Cały potłuczony rozgląda się wokół i widzi w oddali sąsiada, który go ostrzegał. Na jego widok kręci głową z niedowierzaniem i mówi sam do siebie: „Prorok jaki, czy co?”.

Kiedy się przegląda dokumenty ostatnich papieży, znajdziemy tam wiele tego rodzaju „proroctw”. Zostawmy na boku papieskie przestrogi już ostatecznie zweryfikowane przez historię: Piusa XI (Mit brennender Sorge, 1937) pod adresem hitleryzmu czy Leona XIII (Rerum novarum, 1891) oraz Piusa XI (Divini Redemptoris, 1937) pod adresem komunizmu. Jednakże, co najmniej od Leona XIII (1878-1903) w dokumentach papieskich ciągle ponawiane są przestrogi dotyczące innych jeszcze zagrożeń – a jest jeszcze w naszej mocy przed nimi się osłonić. Uruchomiliśmy mianowicie takie siły destrukcji, które działają „dobrotliwie” i bez brutalności, a przecież nie mniej niż hitleryzm czy komunizm zagrażają samym fundamentom naszej cywilizacji. 

Zwłaszcza dwie przestrogi – które zresztą są ściśle ze sobą związane – pojawiają się w wypowiedziach kolejnych papieży szczególnie często: Po pierwsze, fatalnie dla naszej cywilizacji może się skończyć urządzanie świata tak, jakby Boga nie było. I po drugie, uprzywilejowane miejsce ateistycznego humanizmu w życiu współczesnych społeczeństw (nawet tych, które w większości składają się z ludzi wierzących w Boga) nieuchronnie prowadzi do świata nieludzkiego, w którym rację mają silni, korzyść jest ważniejsza niż prawo moralne, a do praw człowieka zalicza się „prawo” do zadawania krzywdy słabszym od siebie.

Zagrożenie wydaje się tak poważne, że dobrotliwy i wszystkim przyjazny papież Jan XXIII zdecydował się napisać w encyklice Mater et Magistra słowa, które innemu papieżowi na pewno nie uszłyby na sucho: „Żaden chyba przejaw głupoty nie wydaje się bardziej znamienny dla naszych czasów, jak dążenie do utworzenia trwałego i dostatniego porządku doczesnego, nie opartego na nieodzownym fundamencie, to znaczy pomijającego Majestat Boga. W ten sposób usiłuje się podkreślać dostojeństwo człowieka, wysuszywszy źródło, z którego to dostojeństwo wypływa i jest zasilane, a więc utrudniając, a nawet –  jeśliby to było możliwe – tłumiąc dążenie dusz ludzkich do Boga”.

Zupełnie jakby ten papież czytał nawet u nas chyba niezbyt pamiętany czterowiersz Adama Mickiewicza pt. Źrzódła:

Mówisz: Niech sobie ludzie nie kochają Boga,

Byle im była cnota i Ojczyzna droga.

Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,

Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach.

„Nierzadko – bije na alarm Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor – jesteśmy świadkami zastraszających przykładów postępującej autodestrukcji osoby ludzkiej. Niektóre panujące opinie stwarzają wrażenie, że nie ma już takiej wartości moralnej, którą należy uznawać za niezniszczalną i absolutną. Na oczach wszystkich okazuje się pogardę wobec ludzkiego życia –  już poczętego, a jeszcze nie wydanego na świat; nieustannie narusza się podstawowe prawa osoby; niegodziwie niszczy się dobra niezbędne dla ludzkiego życia. Co gorsza, człowiek już nie jest przekonany, że tylko w prawdzie może znaleźć zbawienie. Podaje się w wątpliwość zbawczą moc prawdy, pozostawiając samej wolności, oderwanej od wszelkich obiektywnych uwarunkowań, zadanie samodzielnego decydowania o tym, co dobre, a co złe”.

Te właśnie problemy wyznaczają obszar duchowy niniejszej książki. Nie jest to książka o aborcji, eutanazji i paru innych współczesnych grzechach przeciwko życiu –  choć te problemy, oczywiście, podejmuję, a jednoznacznego zła nie próbuję usprawiedliwiać. Jej przedmiotem jest raczej namysł nad kilkoma dziedzinami naszego współczesnego życia, które stały się szczególnie wyraźnym terenem starcia humanizmu relatywistycznego z humanizmem chrześcijańskim. Starcie to papież Paweł VI, a w ślad za nim Jan Paweł II, nazywają nieraz walką o cywilizację życia i miłości, czyli o tę cywilizację, która wyrasta z wiary, że człowiek z miłości Bożej bierze początek, na obraz Boga jest stworzony i do wiekuistej przyjaźni z Bogiem wezwany.

Mam dziwną pewność – i ufam, że nie płynie ona z łatwego i nieuzasadnionego optymizmu – że oba zagrożone filary naszej cywilizacji ostatecznie się ostoją. Pewność tę, w jej ludzkim wymiarze, opieram na obserwacji, że również wielu ludzi dalekich od chrześcijaństwa, a nawet ludzi niewierzących w Boga, nie daje swojego poparcia dominującemu dziś moralnemu relatywizmowi, że wręcz przeciwnie, bardzo życzyliby sobie, ażeby moralne poszukiwania myśli laickiej nie odchodziły od kantowskiej normy personalistycznej. 

„Wybierajmy życie!”, Jacek Salij OP. Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze

[Fragmenty książki publikowane są za zgodą autora.]

About the author

Website | + posts

Kategorie: O. Jacek Salij OP

Dodaj komentarz