abbamotylion

Abba M i Komunia Święta na siłę

– Odmówiłem. – ton głosu ojca Jacka był mocno zabarwiony gniewem.

– Od kiedy to Twoja opinia jest ważniejsza od oficjalnych rozporządzeń i ustaleń z kapituły? – Abba M. nie krył gniewu.

– No, jeśli delikwent boi się Pana Jezusa to mu Pana Jezusa nie będę dawał. – żachnął się ojciec Jacek i już miał wychodzić.

– Nie, kolego. Ten delikwent boi się koronawirusa a my jesteśmy zobowiązani nie tylko to uszanować, ale również przestrzegać zasad takich jak na przykład udzielanie Komunii Świętej najpierw na rękę a potem do ust. I tyle. Bez filozofii. Nie wiem skąd u Ciebie ta wiedza wlana, że Pan Jezus czuje się urażony…

– Ja tam będę uczył takich wystrachanych co to znaczy prawdziwa wiara.

– A, to przepraszam. Jeśli prowadzisz osobistą krucjatę to ja nie będę `Ci przeszkadzał. – Abba M. nie wytrzymał. Ironia nie była w jego codziennym arsenale. Zawsze starał się najpierw rozwiązywać spory łagodnością. Tym razem jednak po godzinnej rozmowie hamulce puściły.

– Świetnie!– odpowiedział ojciec Jacek odwracając się na pięcie.

Nie pierwszy raz rozmawiali o tym, jak należy dostosować liturgię, jakie środki ostrożności stosować. Niestety, ojciec Jacek uznał, że koronawirus to świetna okazja, żeby wypróbowywać wiarę wiernych. Rozsądek schował do kieszeni. Głosił prawdy objawione o tym, że krew Chrystusa wyleczy z koronawirusa. Niestety, kilku braci poumierało a on nadal nie był przekonany. Miał w zwyczaju wpychać na siłę Corpus Christi do ust tym, którzy wyciągali po Jezusa Eucharystycznego dłonie. Abba M. zastanawiał się, co zrobić. „Kapitułę zwołać na pewno, ale jeśli upomnienia ponownie nie dadzą rezultatu – co jeszcze byłoby dobrze zrobić. Prawo kanoniczne kilka rzeczy rozwiązuje, ale może da się jeszcze przemówić ojcu do resztek rozsądku.

Tymczasem ojciec Jacek gromadził wokół siebie zwolenników jedynego i pełnego wiary podejścia do Eucharystii w czasach pandemii. Ciągnęli do niego młodzi, zdrowi i pewni siebie. Ciągnęli sfrustrowani zakazami i nakazami. Przybywali i pisali buntownicy z wyboru. Popierali ojca Ci, którzy wiedzieli lepiej – tak jak i on. To cóż, że ojciec Jacek porzucił koncept posłuszeństwa przełożonemu? On przecież ma rację. I ojcem, i jego zwolennikami kierowały emocje i – nie bójmy się tego napisać – brak pokory ( nie mówiąc o braku posłuszeństwa). Abba M. nadal nie miał dobrego pomysłu co z tym zrobić. Trzeba mu było zasięgnąć rady.

A tymczasem Ci, którzy dostali od ojca Jacka po łapach (sic!) podczas przyjmowania Jezusa Chrystusa Eucharystycznego przestali pojawiać się na porannych Mszach świętych. Musieli poszukać miejsca, gdzie przyjmowanie Komunii Świętej nie będzie okupione stresem.

O autorze

Dodaj komentarz