Habit abby Motyliona zawsze był czysty. Prawie czysty.

Lądowała na nim zabłąkana kropla porannej kawy, tu i ówdzie znienacka witał starca okruszek chleba, na rękawie ze zdumieniem odkrywał abba sos grzybowy. Sam starzec był zawsze umyty i pachnący, ale jego habit wielokrotnie zdawał się żyć własnym życiem i jakby z premedytacją wpychać między owsiankę a dżem.

Kulinarne przygody habitu abby Motyliona mogłyby spokojnie zapełnić kilka tomów.

Bardziej  jednak niż habit pasjonujące było abby serce.

Mieściło wszystkich uczniów, ojców z okolicznych pustelni, biskupów, kucharki, rowerzystów, kierowców TIR-ów, żeglarzy, nauczycielki i gimnazjalistów….całej listy nie sposób tu zmieścić. Dość powiedzieć, że serce Abby Motyliona było szerokie i rozszerzało się z każdym dniem. Było tak, jak to opisał mniej więcej tysiąc pięćset lat temu św. Benedykt w prologu spisanej reguły życia mnichów:

 Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości.

(Reguła św. Benedykta, Prolog)

Dla kardiologa nieustające rozszerzanie się serca mogłoby brzmieć niepokojąco, dla Boga wręcz przeciwnie. (Nie chcemy tu oczywiście sugerować, że kardiolodzy mają odmienne od Bożych upodobania. Prawdą jest, że jedni mają bardzo podobne, inni zupełnie do niczego nie podobne.)

Dlaczego serce abby Motyliona było tak niezwykłe? Co powodowało, że każdy, kto choć raz zakosztował pokoju płynącego z chwili spędzonej ze starcem, chciał tej radości kosztować stale a i często chciał po prostu sam być jak abba? Jaka była tajemnica serca abby Motyliona?

Pewnie uśmiechnąłby się i pomilczał, gdyby go o to zapytać. I może ta tajemnica powinna pozostać nietknięta słowem. Jednak jeden z tropów, prowadzących do promieniującej miłością czystości serca abby Motyliona, może być poniższa wypowiedź innego pustelnika:

Pewien pustelnik mieszkał niedaleko od klasztoru braci i wypełniał liczne praktyki pobożne. Zdarzyło się, że do owego klasztoru przybyli bracia. Udali się do owego pustelnika i sprawili, że zjadł posiłek poza oznaczonym czasem. Później spytali go: „Abba, czy się nie smucisz?”. On odrzekł: „Smucę się wtedy, gdy czynię własną wolę” (Apoftegmaty Ojców Pustyni, t. II, 8[1284]).