Abba Motylion i…upadły mnich…

-Co tam mruczysz, abba?

-Ja?! Mruczę? Papillon?!

-No, mruczy abba…

-No, może i masz rację. Posłuchaj. „Bóg nie patrzy na sukces podejmowanych działań, lecz na miłość, z której czyn dobry wypełniamy.” To słowa św. Wincentego.

-To znaczy, że co? Że na przykład miałem przygotować dla braci kolację, z miłości chciałem, na serio i…jakoś zapomniałem…to znaczy zrobiłbym, gdyby nie ten facebook…

-Papillon. Nie wymiawiaj mi się teraz facebookiem!  Sam świetnie sobię radzę, nie musisz ciągle sprawdzać, czy ktoś mnie lubi, czy nie. Lepiej pilnuj tego, czy bracia cię będą lubić, jak im oznajmisz, że zafundowałeś im post.

-Abba…Ugotuję jajka i …hmmm.i…jest jeszcze ten ser od trapistów z Francji!

-Miał być na przyjazd opata z Belgii…

-Opatowi damy bigosu, sery to je codziennie…

-Papillon! Co? Bigos? Hmm..może racja. Bigos….

-To lecę wyjąć ser!

Papillon pobiegł. Abba tymczasem usiadł przy stole, zerknął na komputer. Kątem oka zobaczył, że przy globusiku na stronie facebooka pojawiła się jedynka…nie mógł się oprzeć…

-Hmmm. Tutaj pewnie muszę nacisnąć. Ooo! „Masz piętnaście polubień! Gratulujemy!” Cudownie! Jeszcze tak do setki i może coś z tego będzie! Muszę się podszkolić.

Abba zaczął przeglądać inne strony, żeby zobaczyć, jak zdobyć więcej lajków..



Kilka godzin później…

Kończyły się nieszpory..wybrzmiewała antyfona do magnificat.

-Abba? Jesteś?! Abba? Co się stało?! Wyszedłem z nieszporów! Źle się czujesz?! Abba, wpuść mnie!

Abba Motylion, z paniką w oczach odstawił komputer do kąta, poprawił habit, i wziął do ręki brewiarz…

-Papillon? Wchodź dziecko, wchodź!

-Abba, co się stało, abba nigdy nie spóźnia się na nieszpory!

-Nic, nic. Zapomniałem ci powiedzieć, że chcę dziś w samotności odmówić liturgię i nie przyjdę na kolację….

-To przez ten ser?

-Nie, nie…postanowiłem posiedzieć trochę w ciszy….wszystko w porządku. Wybacz, że się przestraszyłeś. Przekaż braciom, że będę na nocnych modlitwach..

-Chwała Bogu, abba! Najadłem się strachu! Uff! Lecę do sera!

Papillon zamknął drzwi. Abba Motylion zamarł. W ciągu ostatnich trzech minut zdążył skłamać więcej razy, niż w ciągu ostatnich trzydziestu miesięcy. Serce biło mocno. Zaczął niespokojnie kręcić się po pokoju. Aż wpadł w panikę….

-Co ja najlepszego zrobiłem! Panie Jezu! Próżność, kłamstwo, miłość własna….mogę się ewentualnie usprawiedliwiać cytatem: „bo prawy siedmiokroć upadnie i wstanie, „. Upada, ale jednak musi wstać. Ominąłem oficjum, skłamałem…! I to z jakiego powodu! Ta przeklęta podstępna bestia! Nie powinienem nawet myśleć o zajmowaniu się tą…tą zarazą!

Abba opadł na krzesło…Panika ustępowała powoli rozsądkowi. Zajął się homilią na niedzielę.


Kilka godzin później…

Abba ułożył się w łóżku, otworzył pisma świętego Hieronima.

-Abba? – wyszeptał Papillon – abba? Ja wiem, dlaczego abba nie przyszedł na oficjum….

Abba Motylion natychmiast wstał. Narzucił szlafrok i otworzył drzwi.

-Papillon? Co powiedziałeś?

-Ja wiem, dlaczego abba nie przyszedł na nieszpory…ale niech się abba nie martwi, nikomu nie powiem.

-To znaczy?

-No, wszedłem po kolacji na fejsa, żeby sprawdzić jak tam nasza strona. No i tam jest podana godzina, kiedy administrator strony wchodził na nią po raz ostatni….

-Oj, Papillon. Tak to jest, ja cię pouczam, żebyś się tą bestią nie zajmował a za chwilę sam wpadam w sidła…Papillon, widzisz upadłego mnicha….

-Abba…no co abba mówi…ile razy ja zapominałem o załatwieniu czegoś, bo się zasiedziałem na fejsie! To nic takiego! Normalne!

-Papillon…może tobie się to zdarzało i rzeczywiście to było małe zło…ale ja? Ja powinienem Was prowadzić ku dobru, dawać przykład..! A ja nawet nie wiedziałem, jak ci się przyznać…

-Abba. Bo ja abbie muszę coś powiedzieć…

-Tak?

-Ja wcale nie chcę, żeby abba był idealny. To by było straszne! Mnie najbardziej zależy na tym, żeby widzieć jak abba sobie radzi z tym, z czym sobie abba nie radzi. To znaczy, jak abba wstaje, a nie jak abba upada. Poza tym, jak nie daj Boże, abba znów polegnie w walce z fejsem, to abba już wie, że może mi powiedzieć i ja abbie mogę doradzić, jak najlepiej obchodzić się z tym ustrojstwem..

-Dziecko?

-Tak?

-Chyba uczeń prześcignął mistrza…

-Bez przesady. Po prostu siedziałem na fejsie tyle lat, ile abba w pustelni. No to muszę być ekspertem, nie?

-A, co to abba mi czytał wcześniej? „Bóg nie patrzy na sukces podejmowanych działań, lecz na miłość, z której czyn dobry wypełniamy.” Sukcesu to abba nie zaliczył. Ale z miłością u abby wszystko w porządku…

-Oj. Papillon, wiesz..ojcowie pustyni… jest taki apoftegmat…

Starzec powiedział do kogoś: „Nie wynoś się w sercu nad brata mówiąc, że jesteś od niego bardziej czujny, gorliwy i mądry. Lecz bądź uległy łasce Bożej, w duchu ubóstwa i miłości nieobłudnej, byś nie wpadł w samouwielbienie i nie zaprzepaścił owocu swych wysiłków. Bądź przyprawiony solą duchową w Chrystusie”.

Zobacz, jak zabrakło mi czujności. Dobre z ciebie dziecko….no, to kompleta i do łóżka….

Motylion zaczął cicho odmawiać modlitwę na zakończenie dnia.

-Zmiłuj się nad nami, Panie, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Okaż nam swoje miłosierdzie i daj nam swoje zbawienie…

Autorka powieści Abba Motylion oraz scenariusza radiowego pod tym samym tytułem. Redaktor naczelna magazynu DOM MARIAM, właścicielka firmy Dom Mariam z Galilei. Pracowała jako wykładowca na warszawskim Colegium Civitas, trener dla Fundacji Nowe Media, wydawca programów radiowych w RMF FM, dziennikarka dla PR Katowice. Prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży, koordynuje projekty dla oo. dominikanów w Ustroniu - Hermanicach. Zarząca stronami firm na Facebooku oraz witrynami www.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.