Abba Motylion i… dlaczego Bóg to nie event.

-Bóg to nie event, Papillon. Bóg to codzienność. – surowym tonem starzec zakończył półgodzinną dyskusję o stworzeniu dodatkowej, cotygodniowej godziny modlitw dla nowicjuszy.

– Ale abba! Jak dodatkowa modlitwa może być szkodliwa?

-Może, może. Na przykład wtedy, kiedy czas przeznaczony na pracę, mnich poświęci organizowaniu dodatkowej godziny modlitw raz na tydzień i będzie odciągał innych od pracy pod pozorem szczytnego celu. Zajmij się, Papillon, zeskrobywaniem farby ze schodów i sprzątaniem refektarza, a jak już codziennie uda ci się modlić sprzątaniem i nie spóźniać na oficjum – wtedy, i tylko wtedy myśl nad dodatkowymi modlitwami.

Uczeń spochmurniał. Poczuł się głęboko urażony. Dość mam. Ja tu z inicjatywą, żeby Boga chwalić, a on, że nie sprzątam…- mruczał pod nosem oburzony Papillon – idę na kawę i tyle. Jeszcze czego, żebym teraz miał słuchać konferencji dla nowicjuszy!

Tymaczasem w pustelni Motyliona zgromadziła się garstka uczniów. Garstka, bo większość planowała jak i kiedy zorganizować event modlitewny.

-Każda najdrobniejsza sprawa powinna być ukierunkowana na nieustanną kontemplację Boga – zaczął abba Motylion – musimy najpierw nauczyć się kontemplować i szukać Boga w rutynie, w zmęczeniu, w braku przyjemności. Tylko tak możemy próbować wywyższyć nasz krzyż, tylko tak możemy próbować uwielbiać Krzyż Chrystusowy.

Ojciec Piotr przechadzał się tymczasem ścieżką prowadzącą do kaplicy. Lada moment miał zjawić się biskup.

– Uroczystość Podwyższenia Krzyża Pańskiego to wprawdzie wydarzenie, ale wskazuje ono na stan, nie na działanie. Musimy dążyć do tego, żeby naszą codziennością wywyższać Krzyż. Żeby nasze życie było uwielbieniem Krzyża.

Do pustelni wdarł się niespodziewanie dźwięk klaksonu. Abba przeprosił uczniów.

-Piotrze? Czy dobrze słyszałem?

Ojciec Piotr jednak nie słyszał pytania. Nerwowo kręcił się przed lśniącą maską starego  samochodu. Nie był pewnien czy dobrze widzi. Biskup starym Oplem jeździ? – powiedział sam do siebie, ale pytanie dotarło do uszu biskupa.

-Tak, tak, ojcze Piotrze. Biskup jeździ starym Oplem.

-Księże biskupie!  – wypalił ojciec Piotr tak głośno, że cała pustelnia dowiedziała się o przybyłym gościu.

-Szczęść Boże, ojcze Piotrze. Zasfarsowany ojciec, jak widzę…

-Tak, bardzo!

-No, zobaczymy rozmiary tej Sodomy, o której ojciec wspominał…

Abba Motylion stał z tyłu.

-A! Abba Motylion! Witaj, abba!

-Szczęść Boże, ekscelencjo!

-Jaka ekscelencjo! Dużo o abbie słyszałem, ostatnio szczególnie dużo od  ojca Piotra.

– Tak. Ojciec był łaskaw nam co nieco przekazać.

-To co? Na oficjum? Chyba już pora?

-Oczywiście.

Abba Motylion był spokojny. Ku zdziwieniu ojca Piotra, powoli poszedł do swojej pustelni, przeprosił uczniów za wyjątkową krótką naukę, i poprosił, żeby zebrali się w kaplicy. Tymaczasem grupa organizacyjna eventu modlitewnego dyskutowała dalej o szczegółach wyjątkowego wydarzenia.

W kaplicy zebrało się pięciu uczniów do tego abba Motylion, ksiądz biskup i ojciec Piotr. Ten ostatni był wniebowzięty. Taki wstyd! Połowa nie przyszła na oficjum! Wreszcie! Skończy się opinia świętości! – pomrukiwał z satysfakcją oficjalny wysłannik kurii.

Do nocnego silencium Papillon nie pojawił się w kaplicy. Smutek zagarnął resztki gorliwości. Zniechęcony i głodny podszedł do refektarza.  W drzwiach stanął biskup.

-A! Szczęść Boże! nie widziałem brata na oficjum. Jakieś obowiązki zatrzymały?

-Eee..

-Niech brat spokojnie zje. Jutro porozmawiamy! Ja idę jeszcze na różaniec!

-Taaak…

Słońce schowało się za drzewami. Papillon schował się za stołem. Nagle dotarło do niego, że pominął wszystkie obowiązki: oficjum, schody, tygodniowe sprzątanie refektarza. Dopił herbatę, umył kubek i wyszedł.

-Papillon?

-Abba?

-W porządku?

-No, nie do końca jakby.

-Rozumiem. Może wspólna kompleta?

-Chyba nie dziś. Muszę jeszcze posprzątać refektarz.

Papillon spędził godzinę na sprzątaniu i dziesięć minut w kaplicy. To wystarczyło, żeby zasnął snem sprawiedliwego.