Szkice o zaufaniu. Próżnia.

Zatem siedzę. Wysyłam CV i listy motywacyjne. Ślę w próżnię. Cisza, nieznośna cisza po drugiej stronie internetu. Próżnia.

Ja – plik z danymi

Mogłabym pójść dpo najbliższego centrum handlowego i złapać jedną z ofert pracy jako sprzedawca. Mogłabym zostać kelnerką, hostessą, korepetytorką. Jednak podejmuję ryzyko. W końcu mam dyplom ukończenia studiów wyższych. Może uda się znaleźć pracę, która będzie mnie rozwijać?

Nie jestem już studentką. Mam bogate doświadczenie w różnych dziedzinach. Mam co zaoferować pracodawcy. Wysyłam kolejne CV i znów uderzam głową o mur.

Z drugiej strony internetu jestem plikiem z danymi. Data urodzenia, informacje o edukacji, doświadczeniu, dodatkowych atutach. Jeśli na końcu wyliczanki nie ma zgody na przetwarzanie danych osobowych na potrzeby rekrutacji – nie istnieję.


Stawać się?

To, co obecnie mnie przeraża, to odczłowieczenie pracy. Przestaje ona być narzędziem rozwoju, narzędziem doskonalenia duszy. Staje się czymś, co ma przynieść zysk pracodawcy, a potem – pracownikowi. Potem – zacnym wpisem w CV.

A ja bym chciała stawać się. Nie być, ale stawać się w tej pracy. Stawać się bardziej kreatywna, bardziej otwarta na innych, bardziej wyczulona na potrzeby, przede wszystkim – lepszym człowiekiem. Chciałabym żeby z pomocą tej pracy rozprzestrzeniało się DOBRO.

Nie raz już doświadczałam tego, jak praca może niszczyć. Zdarzyło mi się odejść, wręcz uciec, przed człowiekiem który nie miał względu na bliźniego. Tam praca była pokutą, stała się uporczywym zaglądaniem w siebie i wyszukiwaniem wszystkiego, co mogłoby się nie spodobać szefowi – „bożkowi” – byle tylko nie ulec jego gniewowi. Wszystko, co złe, było moją winą. Stałam się sumą niedociągnięć i pomyłek, choć dopiero się uczyłam.

Wtedy jeszcze depresja doskwierała mi bardziej niż dziś. Tym bardziej czułam się upodlona – i ja, i ówczesny świat w którym pracowałam mówili mi, że jestem do niczego.


niemoc z bogiem

Było to jednak cenne doświadczenie, jak każde inne, które próbowałam obrócić na duchową korzyść pytając Boga – po co to się dzieje? Co mam z tego wynieść? Czego mam się nauczyć? Pokaż mi! I teraz też, wysyłając w świat CV i listy motywacyjne, uczę się.

Żyję w ciągłym strachu. Towarzyszy mi lęk przed nieznanym. Przed tym, że nie wiem, kiedy pracę znajdę. Jest we mnie ogromna chęć samowystarczalności, a wciąż muszę polegać na rodzinie. Gdyby nie choroba, może już bym miała pracę. Może wydarzyłoby się wiele innych rzeczy. Ale jest inaczej.

Każde wysłane CV to triumf woli nad moimi obawami. Nad negatywnym myśleniem o sobie. Nad tym smutkiem, że próbuję i nie wychodzi.

Kiedyś znalazłam pracę w jeden dzień. Odpowiedziałam na ogłoszenie i w kolejnym tygodniu już działałam na nowym stanowisku. Także dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Pozstaje pytanie – czego mam się nauczyć teraz – zmagając się z niemocą i oporem materii?

+ posts

Natalia Świt. Właściwie nazywa się inaczej, ale woli nazywać się tak. I kropka. Wyczytuje literki z każdej książki, która wpadnie jej w ręce. Nałogowo pije herbatę i śpi. Jeszcze nie wie, czy ma zamiar zostać światowej sławy pisarką, zapracowaną dziennikarką, wziętym informatykiem, a może skromnym psychoterapeutą? Uwaga! Śpiewa, spacerując po Warszawie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.