Bóg jest przyjaźnią.

PRZYJAŹŃ

Pisząc te słowa o przyjaźni, proste i domagające się jeszcze wielu lat dojrzałości… nie można nie łączyć ich z konkretnymi ludźmi…

IWO: Cóż to? Czy mógłbym powiedzieć o przyjaźni to, co Jan, przyjaciel Jezusa, mówi na temat miłości: Bóg jest przyjaźnią?

ELRED: Z pewnością wyrażenie to jest niezwykłe i nie znajdziesz go w Piśmie świętym. Jednak nie waham się przypisać przyjaźni tego, co niżej zostało powiedziane o miłości: Kto trwa w przyjaźni, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

***

JAŹŃ

Jaźń – moje najgłębsze i nietknięte sacrum. Styk ducha, psychiki i ciała… moje osobowe i wieczne ja. Nieśmiertelne Imię.
Kiedy jednak spotykają się dwie jaźnie… i zdolne są stanąć przy sobie… wtedy wkracza Trzeci…
z zaproszeniem do pielgrzymki… pielgrzymki życia…
wędrujące jaźnie… jedna przy drugiej…  jaźń przy jaźni…
Komunia… i co raz zaistniało… będzie trwało wiecznie.

Jedyny chyba traktat o przyjaźni duchowej zostawił nam św. Elred z Rievaulx.
Przewodnik po przyjaźni… mapa dla przyjaciół… pieśń Boga, który jest przyjaźnią.

Św. Elred zaczyna swój traktat takimi słowami:

Oto jesteśmy, ja i ty, i mam nadzieję, że jako trzeci jest pomiędzy nami Chrystus. Oby tylko nikt nie przeszkadzał nam i nie przerywał przyjacielskiej rozmowy, oby żaden głos ani hałas nie wkradł się do tego miłego ustronia. Otwórz teraz śmiało, naj­droższy, swoje serce i powierz uszom przyjaciela co tylko zechcesz; z wdzięcznością przyjmijmy miejsce, czas i sposobną chwilę.

Bo dar przyjaźni spada z Nieba. Miejsce i czas, sposobna chwila i druga osoba są podarowane.
Daru nie wybierasz… przyjmujesz albo odrzucasz.

A jeśli spróbujesz nakarmić nią swoją doczesność… odejdzie od Ciebie.

Przyjaźni duchowej, którą nazywamy prawdziwą, pragnie­my nie ze względu na korzyść doczesną, jakiej ktoś może nam udzielić, ani z jakiejkolwiek przyczyny zewnętrznej, lecz dla jej własnej, naturalnej godności i z potrzeby ludzkiego serca, tak że korzyścią z niej płynącą i nagrodą jest nic innego, jak tylko ona sama.

Podobieństwo, które siebie szuka… i siebie odnajduje…

Przyjaźń duchowa rodzi się pomiędzy ludźmi dobry­mi, dzięki podobieństwu życia, obyczajów i zainteresowań w spra­wach ludzkich i boskich, któremu towarzyszą życzliwość i miłość. Gdzie istnieje taka przyjaźń, tam z pewnością tego samego się pragnie i tego samego się nie chce , jest tym milsza, im bardziej szczera, tym słodsza, im bardziej świę­ta. Ci, którzy w ten sposób kochają, nie mogą chcieć tego, co nie przystoi, nie chcieć zaś tego, co pożyteczne.

***
Trzy pocałunki przyjaźni.

Istnieje więc po­całunek cielesny, pocałunek duchowy i pocałunek mistyczny. Po­całunek cielesny powstaje przez zetknięcie się ust, pocałunek ducho­wy przy zjednoczeniu dusz, a pocałunek mistyczny w czasie wyla­nia łask przez Ducha Bożego. Dlatego też pocałunkiem cielesnym należy obdarzać lub przyjmować go tylko w ściśle określonych i godziwych sytuacjach, na przykład na znak pojednania, gdy daw­ni wrogowie stają się przyjaciółmi; na znak pokoju, jak to czynią ci, którzy – przygotowując się do przyjęcia komunii świętej w ko­ściele – zewnętrznym pocałunkiem dają wyraz wewnętrznego po­koju; na znak miłości, jak to jest przyjęte pomiędzy narzeczonymi lub wśród przyjaciół, którzy po długiej rozłące wzajemnie się nim obdarzają czy na znak jedności katolickiej, jak przy podejmowaniu gości.

Natomiast pocałunek duchowy jest właściwy przyjaciołom, złączonym jednym prawem przyjaźni. Nie rodzi się on bowiem z dotyku ust, lecz z uczucia ser­ca, nie z połączenia warg, lecz ze zjednoczenia dusz, przy udziale oczyszczającego wszystko Ducha Bożego, który obdarza niebiańskim smakiem, przez uczestnictwo w jego naturze. Nie byłoby niczym nieodpowiednim, gdybym ten pocałunek nazwał pocałunkiem Chrystusa, którego On sam udziela, jednak nie własnymi ustami, lecz ustami kogoś innego, i On zsyła kochającym owo najświętsze uczucie, iż wydaje się im, jakby jedna dusza znajdowała się w róż­nych ciałach.

Dusza przy­zwyczajona więc do tego pocałunku i niewątpiąca, że cała ta słodycz pochodzi od Chrystusa, rozmyśla jakby i mówi: O, gdyby on sam przyszedł; wzdycha do owego mistycznego pocałunku i woła z naj­większym pragnieniem: Niech mnie ucałuje pocałunkiem swych ust, abym – znalazłszy ukojenie od ziemskich uczuć i spokój od wszyst­kich myśli i pragnień tego świata, rozkoszowała się tylko pocałunkiem samego Chrystusa, odpoczęła w jego objęciach, radowała się i mówiła: Lewa jego ręka pod głową moją, a prawica jego mnie obejmie.

***
Kochamy wielu… niewielu jednak mamy przyjaciół…

Przyjaźń rodzi się na glebie miłości. Bezinteresownej. Mądrej. Ofiarnej. W takich warunkach przyjaźń ma szansę wykiełkować.
Zanim się zaprzyjaźnisz… trzeba pokochać…

Źródłem i początkiem przyjaźni jest miłość, bowiem miłość bez przyjaźni może istnieć, lecz przyjaźń bez miłości nigdy.

Miłość jednak ma być mądra, ponieważ przyjaźń ma być wierna… wieczna… ma prowadzić do zjednoczenia… a nie chwilowego nakarmienia.

Nie należy jednak nawiązywać przyjaźni ze wszystkimi, których kochamy, gdyż nie wszyscy są do niej zdolni. Przyjaciel bowiem ma być towarzyszem twojej duszy, a jego serce powinno być tak mocno złączone i zjednoczone z twoim sercem, iż chciałbyś, aby z was obu powstał jeden; jemu masz powierzać się jakby drugiemu sobie.

Modlitwa! Modlitwa! Modlitwa! Ofiarność! Inaczej przyjaźni nie zbudujesz.

Jak pożytecz­ne jest wtedy cierpienie ofiarowane za siebie nawzajem, praca dla siebie, noszenie swoich ciężarów, przedkładanie woli drugiego nad własną, troska się o potrzeby drugiego bardziej niż o swoje, prze­zwyciężanie i wystawianie się na przeciwności.

Jak przyjemnie jest wtedy rozmawiać ze sobą, odkrywać swoje zainteresowania, razem nad wszystkim się zastanawiać i wypracowywać wspólną opinię na każdy temat. Do tego dochodzi wzajemna modlitwa, która tym skuteczniej zapada w pamięć przyjacielowi, z im większym za­angażowaniem zanosimy ją do Boga, wylewając łzy, które wywołuje strach, wzbudza uczucie lub wyciska ból. Modląc się tak do Chry­stusa za przyjaciela i chcąc być wysłuchanym przez Chrystusa dla dobra przyjaciela, z miłością i z tęsknotą dąży do niego samego.

Na końcu każdej przyjaźni jest Ten, który jest samą Przyjaźnią… Trzeci, który od początku stoi przy jaźniach… który prowadzi… który doprowadza do siebie przyjaciół.

A gdy czasem nagle i nieświadomie jedno uczucie przechodzi w dru­gie i jakby z bliska dotyka słodyczy samego Chrystusa, zaczyna kosz­tować jak jest słodki, i odczuwać jak jest dobry. W ten spo­sób, wznosząc się od owej świętej miłości, którą obejmujemy przy­jaciela, dochodzimy do miłości, która jednoczy nas z Chrystusem, aby z radością w pełni kosztować owoców duchowej przyjaźni, oczeku­jąc na jej spełnienie w przyszłości, kiedy minie strach, sprawiający, że teraz lękamy się i martwimy o siebie nawzajem, znikną wszelkie przeciwności, które teraz musimy pokonywać jeden dla drugiego, ponadto gdy wraz z samą śmiercią zniszczony zostanie jej oścień, którego ukłucia teraz często nam doskwierają i w konsekwencji sprawiają, że bolejemy jedni nad drugimi, kiedy zapanuje pełne bezpieczeństwo, ucieszymy się z tego, że to największe dobro bę­dzie istnieć wiecznie. Stanie się to wtedy, kiedy przyjaźń, którą tutaj nieliczni tylko osiągają, rozciągnie się na wszystkich, a od wszyst­kich skieruje się ku Bogu, kiedy Bóg będzie wszystkim we wszyst­kich.

Przyjaźń jest wieczna, bo jest Tajemnicą…

Tajemnicą między Trzema, którzy spotkają się w drodze… w domu… na pustyni…
A jeśli jednak nie jest wieczna, jeśli przestanie istnieć…? św. Hieronim podpowiada: „Przyjaźń, która może przestać istnieć, nigdy nie była prawdziwa”.

Przyjaźń – Ks. Jerzy Szymik

Może to jej szukamy tak zawzięcie?
Może to o nią chodzi, z jej braków nasz gniew?
Może to dla niej wyprawy za morza?

Nazwał nas przyjaciółmi,
tamtej nocy, przed męką,
i odtąd bez niej nie umiemy żyć.

Jest jak stygmat, znak Mistrza,
a jej czerwień otwarta
każdy bandaż przebarwia.

Myślę o niej tej nocy,
bo choć nie czeka nas męka,
ich oczy wilgotnieją w mroku.

Pod nami przepaść,
kaskady powietrza,
dal.

Pod nami Graz rozlany
jak jezioro krwi lub wesołe miasteczko.
Zależy od szkiełka w oku.

Patrzę w oczy przyjaciół
tej nocy znów pewny:
jest podobna do perły.

Którą, drogocenną, znalazłszy,
poszedł, sprzedał wszystko,
co miał, i kupił ją.

Pod nami Graz. I wzbiera jasność w mroku.
A w nas to śmiech, to płacz.
Zależy od szkiełka w oku

Tekst zosał wcześniej opublikowany na stronie autora : frmateuszocd.wordpress.com

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.