Mocne Słowa. Uzdrowienie.

Trąd

Jezu otoczony rzeszą

Kalek, ślepców, trędowatych,

Ciał niemocą naznaczonych,

Dusz błądzących po bezdrożach;

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie świadectwo Tima Guénarda, byłego mistrza Francji w boksie. Jego twarz jest bardzo charakterystyczna. Zniekształcona przez ciosy przeciwników, ale też przez jego ojca, który okazał się najbardziej okrutnym i najtrudniejszym z przeciwników. Ojciec Tima Guénarda, kiedy ten był dzieckiem, znęcał się nad nim. Tim miał dwadzieścia siedem razy złamany nos; dwadzieścia trzy złamania miały miejsce na ringu, cztery złamania były dziełem jego ojca.

Najbrutalniej został potraktowany przez tego, który powinien go strzec i kochać. Kiedy miał trzy lata matka wywiozła go za miasto, przywiązała go do słupa i porzucając go odjechała. Zostając z ojcem cudem przeżył. Ojciec zmasakrował go tak poważnie, że Tim trafił na dwa lata do szpitala z obrażeniami wielonarządowymi. Odebrany rodzinie, trafiał do adopcji od jednej rodziny do drugiej. W końcu został skierowany do poprawczaka, z którego często uciekał. Z czasem stawał się coraz bardziej agresywny i zły.

Kawa z katem?

Jako bokser Tim Guénard był nie do pokonania. Wychodząc na ring wyobrażał sobie, że przeciwnikiem jest jego ojciec. Budziło to w nim szaleńczą wściekłość i furię. Po latach pokomplikowanego życia, nawrócił się. Odnalazł nawet swojego ojca i doprowadzi do trudnego pojednania. Najtrudniejszym przeciwnikiem z jakim się zmierzył i jakiego pokonał w swoim życiu była nienawiść do ojca, który wyrządził tyle zła. Nienawiść, była trądem zżerającym go tak poważnie, że nie potrafił budować zdrowych relacji z innymi. Ten wyjątkowy człowiek zawalczył o to, aby nienawiść nie kierowała jego życiem i nie oddzielała go od innych.

Dzisiejszą Ewangelię o uzdrowieniu trędowatego możemy odczytać jako Ewangelię o uzdrawianiu z tego co nie pozwala budować dobrych, życiodajnych relacji. Trąd w Izraelu był chorobą, która wykluczała chorego ze społeczności. Uniemożliwiał budowanie, niezbędnych do życia, więzi z innymi.

Jezu, któryś miał przyjaciół

Wśród celników, jawnogrzesznic,

Któryś szukał pogardzonych,

Zeszpeconych plamą winy;

Warto odczytać tę dzisiejszą Ewangelię nie w jakimś sensie historycznym, ale jako historię o uleczeniu z choroby, która kiedyś była nieuleczalna, a która w perspektywie może ukazać tajemnicze i bolesne okoliczności życia niejednego z nas. Wielokrotnie spotykałem ludzi, których stan pasował do opisu trędowatych z Księgi Kapłańskiej: „Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.” (Kpł 13. 45-46).

Często wręcz na twarzach niektórych moich uczniów z katechezy, czy innych osób, które spotkałem było widać, że niejedno przeszli, że rany, które noszą w swoim sercu, naznaczyły ich czyniąc ich niezdolnymi do budowania zdrowych, normalnych relacji. Swoim nieszczęściem wołali jak trędowaci, ostrzegając żeby nikt do nich się nie zbliżał.

Dom zły?

Opis ten nie dotyczy tylko osób, które doświadczyły patologii alkoholizmu, przemocy, czy wykorzystywania seksualnego. Nie dotyczy tylko tych, którzy żyją albo żyli na marginesie społeczeństwa. Krzywda i odrzucenie nie są domeną tylko „domów złych” bywa, że w „dobrych domach”, ukrywają się za fasadą bezbłędnie odgrywanych społecznie ról. Początkiem stanu, który jak trąd może kogoś zdeformować może być odrzucenie, niema pogarda, chore ambicje od spełnienia, których uzależnia się „reglamentacje” miłości.

Jezu z sercem gorejącym

I otwartym dla każdego,

Kto chce dźwigać krzyż codzienny

Swej słabości i cierpienia;

Co przeszkadza mi budować dobre, normalne, przyjazne relacje z innymi? Tym trądem może być, jak w przypadku Tima Guénarda nienawiść, z którą od lat nie potrafię sobie poradzić. W wywiadzie, Tim przyznał, że ważne są dla niego słowa jego spowiednika, który powiedział, że naprawdę przebaczy gdy z krzywdzicielami będzie chciał pójść na kawę. To nieracjonalne pragnienie, żeby przebaczyć nie tylko dlatego, że tak wypada, ale żeby chcieć pójść na kawę z tym, który mnie skrzywdził, może być ewangelicznym dotknięciem uzdrawiającym z trądu.

Trądem uniemożliwiającym budowę dobrych relacji z innymi może być poczucie winy po popełnionych grzechach, rożne porażki życiowe, które psychicznie ustawiły mnie w gorszej sytuacji niż innych ludzi. Zdarza się, że kobiety, które popełniły grzech aborcji nawet dziesiątki lat temu, pozostają naznaczone poczuciem winy. Nie potrafią funkcjonować w relacjach z innymi, gdyż nie przebaczyły sobie. Kolejne wyznanie swojej winy w konfesjonale nie przynosi ulgi. Bóg nam wybacza nasze grzechy i my też musimy to zrobić. Nieprzebaczenie sobie może nieustannie wypychać mnie z różnych relacji, sprawiając, że nie potrafię w nich funkcjonować i czuję się w nich niepewnie.

Szklany mur

To co sprawia, że ciągle czuję się gorszy od innych i niewart ich zainteresowania może mieć różne przyczyny i historię. Wielu współczesnych, poranionych przez okoliczności życia, trędowatych tak mocno przywykło do roli osób wykluczonych, że wydaje się im, że sytuacja jest beznadziejna, gdyż to inni ciągle odwracają się od nich. Nie widzą oni tego, że sami uciekają od tych, którzy do nich chcą się zbliżyć. Od tych, do których chcą się zbliżyć oddziela ich szklany mur.

Czymś co oddziela mnie od innych, może być jakaś duchowa niemoc i bieda, z którą nie radzę sobie od zawsze. Mogą być to krzywdzące opinie innych. Jak często słyszeliśmy o sobie i wypowiadaliśmy o innych nokautujące oceny, że on już taki jest, że jest jakiś dziwny, nienormalny. Bardzo trudno budować dobre relacje z innymi nosząc łatkę, dziwnego, pokręconego, nienormalnego.

Jezu okaż miłosierdzie

Nam, potomkom tamtych ludzi

I podobnym do nich w nędzy,

Co przyzywa Twej litości.

Wiele rzeczywistości może być takim wstydliwym trądem. Nie chodzi o to, aby uprawiać jakąś niekończącą się psychoanalizę swojej nieumiejętności budowania więzi z innymi. Chodzi o zaufanie Ewangelii, która obiecuje nam siłę do pokonania różnych oddzielających nas od innych ograniczeń. Ta siła wynika z dotknięcia Jezusa, z bycia z Nim w relacji.

Jezu, kiedy dzień się kończy,

A przybliża się nieznane,

Bądź nam światłem gorejącym

Wśród ciemności tego świata.

Zaskakujące jest w dzisiejszej Ewangelii, że Jezus dotknął trędowatego. Na dotyk Jezusa zwrócił uwagę każdy z ewangelistów opisujący cud uzdrowienia trędowatego. Dotknięcie trędowatego było czynnością, która powodowała rytualną nieczystość. Jezus nie wstydzi się trędowatego, nie boi się go i nim nie gardzi. Pełen współczucia i litości wchodzi w jego sytuację i ją zmienia. Sam trędowaty musiał być zaskoczony dotknięciem Jezusa. Takiego gestu nie mógł się spodziewać.

Pozwól aby Bóg dotykał twojego trądu, a i ty zostaniesz zaskoczony Jego delikatnością.

 


(Hymn. Nieszpory III tygodnia, wtorek)

Jezu otoczony rzeszą

Kalek, ślepców, trędowatych,

Ciał niemocą naznaczonych,

Dusz błądzących po bezdrożach;

Jezu, któryś miał przyjaciół

Wśród celników, jawnogrzesznic,

Któryś szukał pogardzonych,

Zeszpeconych plamą winy;

Jezu z sercem gorejącym

I otwartym dla każdego,

Kto chce dźwigać krzyż codzienny

Swej słabości i cierpienia;

Jezu okaż miłosierdzie

Nam, potomkom tamtych ludzi

I podobnym do nich w nędzy,

Co przyzywa Twej litości.

Jezu, kiedy dzień się kończy,

A przybliża się nieznane,

Bądź nam światłem gorejącym

Wśród ciemności tego świata.

Jezu Ciebie, Twego Ojca,

I Pocieszyciela Ducha

Niech wysławia Miłość nasza

Przez pokorny hołd modlitwy.

Amen.

/ komentarz – VI Niedziela, Mk 1,40-45/

C. Jenta OP

Przełożony klasztoru dominikanów w Ustroniu-Hermanicach. Wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego w 1986 roku. W 1992 złożył śluby wieczyste, a rok później przyjął święcenia kapłańskie. Ostatnio był subprzeorem klasztoru w Gdańsku.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.