Motylion w proszku.

Proszki dobre na wszystko?

-I proszę mu wykupić to, co na recepcie.

-A na co to?

-To jest stabilizator nastroju, a to antydepresant.

-Antydepresant? I stabilizator?

-Tak. diagnoza jest wielopoziomowa. Hashimoto z domieszką depresji i zaburzeń lękowych.

-A co ja mogę zrobić?

-Proszę zachowywać się jak do tej pory. Może jedynie trochę więcej cierpliwości będzie trzeba…

-Dziękuję, panie doktorze.

-Nie ma za co, byleby mu się polepszyło. A zamiast honorarium proszę o zarezerwowanie dla mnie miejsca w pustelni.

-Oczywiście. Jak najbardziej.

-Jeżeli coś byłoby nie tak z lekami proszę dzwonić.

Zanim abba zdążył zapytać, co mogłoby być nie tak psychiatra zniknął tak szybko, jak się pojawił.

Więcej cierpliwości

Więcej cierpliwości. Więcej cierpliwości...ta myśl była niepokojąca. Abba odegnał ją natychmiast, bo nieszpory już się rozpoczęły. Po kolacji pośle Papillona po leki.

-Abba! Stój, abba! – Papillon podbiegł blady z papierosem w ręku.

-Papillon, co robisz…- już chciał skarcić ucznia, ale wrócił refren „więcej cierpliwości, więcej cierpliwości” – tak, Papillon?

-I co tam lekarz powiedział? Rozdrażniłem go?

– Nie wydaje mi się. Przepisał leki.

-Leki? Na co?

-Na …no, żeby Ci lżej było.

-Czyli na depresję i pewnie sedatywne też.

-Seda..co?

-Sedatywne, żebym więcej siedział…Sede…łacina..

-Hm, nie wiem. No, tak. Jeden na depresję, drugi na stabilizację.

-Dobra. To idę do apteki.

-Już?

-Lepiej teraz, zanim wpadnę w doła, albo zacznę się bać – Papillon próbował pokryć przerażenie słabym dowcipem.

-Dobrze, tu jest recepta, weź 300 złotych. Nie wiem, ile to kosztuje.

Ile to kosztuje

To kosztowało dużo. Dużo emocji. Papillon wziął receptę, pieniądze i rower. Abba odprowadził go wzrokiem do bramy i zaczął płakać. Więcej, zaczął szlochać. Cała operacja pod tytułem „psychiatra” trwała dwa dni. Abba nie miał czasu pomyśleć nawet co to znaczy. Co się z Papillonem dzieje, jak z tego wyjdzie i czy w ogóle wyjdzie. Nie dość tego nie był pewien, czy kuria nie zainterweniuje i Papillona po prostu nie wyrzuci. Co z tego, że nie jest mnichem, ani nawet kandydatem na mnicha. Nie pozwolą mu mieszkać w pustelni, bo nie w pełni rozumu.

Strzemiennego?

Abba płakał, ale z tym płakaniem przeniósł się do swojej pustelni. Przed ikonę Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego. Postanowił pościć. Jak postanowił, tak zrobił. Pościł przez cały następny dzień. Zanim jednak ten dzień nadszedł, nadszedł Papillon. W ręku ogromna siatka wypełniona lekami. Abba zerknął na siatkę, zerknął na Papillona i łzy znów polały się po policzkach. Papillon stał i nie wierzył własnym oczom.

-Abba, co ty? -no i rozpłakał się Papillon.

I tak stali dwaj. Jeden i drugi w rozsypce. Papillon pozbierał się pierwszy.

-To co? Strzemiennego? -wyłuskał trzy różne tabletki, wyjął z siatki owocowe dwa piwa bezalkoholowe w puszce. Otworzył, podał abbie. Wział pierwszy proszek.

-Za twoje zdrowie, abba…. Poszło. – abba wiął łyk piwa.

-Za wspólnotę… – tabletka była duża. Były dwie próby. No i dwa łyki.

-Za nas… – antydepresant był najsympatyczniejszy, różowiutki, podłużny i niewielki. Łyk.

Abba się uspokoił. Papillon poczuł się od razu lepiej. Wyjął kolejnego papierosa, zapalił. Dał abbie. Abba się zaciągnął. Kaszlnął. Napił się piwa. Było chłodno, ale komary nie odpuszczały. Senior i junior siedzieli na schodkach. Łyk. Pac. Dym. Łyk. Siedzieli tak, aż słońce zaszło, bracia się rozeszli. Spać. Spać. Więcej cierpliwości. Spać.

 

Starajcie się i wy, bracia, zasięgać rady, a nie opierać się na sobie. Zobaczcie, jaka z tego płynie radość, jaka beztroska, jaki pokój. Ale ponieważ powiedziałem wam, że nigdy nie doznawałem ucisku, posłuchajcie w tej sprawie, co mi się raz zdarzyło. Kiedy jeszcze tam byłem w klasztorze, ogarnął mnie kiedyś wielki i nieznośny smutek i było mi tak źle i ciężko, jakby już przez to dusza miała wyjść ze mnie. A ten smutek był zasadzką diabelską.

Pokusa taka pochodzi z zazdrości diabła i jest straszna, ale krótka. Odczuwa się ciężar, ciemność, smutek nie do pocieszenia, znikąd jakiejkolwiek pomocy, ale zewsząd ucisk, zewsząd męka. Ale szybko przychodzi na duszę zmiłowanie Boże, inaczej nikt by tego nie wytrzymał.

Jak więc mówiłem, przechodziłem właśnie okres takiej pokusy i takiej męki. Pewnego dnia, kiedy stałem na dziedzińcu klasztornym zniechęcony i błagałem Boga w tej sprawie, nagle zaglądam do kościoła i widzę kogoś w stroju biskupim wchodzącego do prezbiterium.

A ja nigdy nie zbliżałem się do gościa bez potrzeby albo rozkazu, ale wtedy jak gdyby coś mnie pociągnęło i wszedłem za nim; a on stał tam czas jakiś z rękami wyciągniętymi do nieba, ja zaś stałem za nim modląc się z wielkim strachem, bo bardzo mnie zatrwożył jego widok. I kiedy skończył się modlić, odwrócił się i podszedł do mnie, a kiedy się zbliżał, czułem, jak gdyby oddalały się smutek i strach. Kiedy więc podszedł do mnie, wyciągnął rękę i dotknął mojej piersi, a stukając w nią palcem mówił: Ufałem Panu, ufałem: schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale i kroki moje umocnił. I w usta moje włożył śpiew nowy, pieśń dla naszego Boga.

Wszystkie te wersety powtórzył trzy razy, wciąż – jak mówiłem – uderzając lekko palcem w moją pierś, a potem wyszedł z kościoła. A do mojego serca spłynęły nagle światło, radość, pociecha, słodycz – stałem się innym człowiekiem. Kiedy więc wybiegłem za nim, chcąc go odnaleźć, nie znalazłem go, ponieważ mi zniknął. Od tej chwili, dzięki miłosierdziu Bożemu, nie znałem już więcej udręki czy to smutku czy niepokoju, ale strzegł mnie Pan aż do dzisiaj dzięki modlitwom owych świętych Starców.

Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Wielki i nieznośny smutek

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.