Abba Motylion i…upadły mnich…

-Co tam mruczysz, abba? -Ja?! Mruczę? Papillon?! -No, mruczy abba... -No, może i masz rację. Posłuchaj. "Bóg nie patrzy na sukces podejmowanych działań, lecz na miłość, z której czyn dobry wypełniamy.” To słowa św. Wincentego. -To znaczy, że co? Że na przykład miałem przygotować dla braci kolację, z miłości chciałem, na serio i...jakoś zapomniałem...to znaczy …

Abba Motylion i…łąka hermanicka.

-Abba...kto to jest ten ojciec z ręką na temblaku? - Papillon uważnie lustrował dominikanina. -To ojciec Dawid. Przedobrzył z jazdą na rolkach... - spokojnie wyjaśnił abba. -Na rolkach?! Ojciec na rolkach?! Abba.... -W zdrowym ciele, zdrowy duch, dziecko. Teraz może bardziej zdrowszy duch niż ciało, ale ciału się zachciało...no i..sam widzisz. Ale zobacz, świetnie sobie …

Abba Motylion i…najważniejsze pytanie.

-Zaraz cię dorwę! Wredna małpo! -groził Papillon komarzycy. Zignorował wspaniałą okazję do ćwiczenia się w cnocie cierpliwości. Udało mu się natomiast popełnić morderstwo. -Mam cię! I po co ci to było? Po co?-mruczał Papillon zadowolony. Kiedy tylko wybrzmiało ostatnie „po co?” Papillon opadł na krzesło. Przed pierwszą kawą nie pamiętał zupełnie z jakim pytaniem zasnął. …

Abba Motylion i…życie na kocią łapę.

-Osioł! Ale ze mnie osioł! -mruczał do siebie Papillon klęcząc przed rozbitym kubkiem i rozlaną kawą.  -Zachciało się i ciastka i kawy...-fuknął. Papillon już tydzień gościł w gospodarstwie niedaleko rodzinnego domu abby Motyliona. Przyzwyczaił się do komarów. Walczył z nimi bronią chemiczną. Z abbą spotykał się co dwa dni. Na brewiarz i lekturę duchową. Był już …

Abba Motylion i…straszny Kościół Katolicki.

-Kościół Katolicki to banda oszustów i manipulantów! Jak abba jest tak wierzący to niech abba mi powie, jak abba może usprawiedliwić swój Kościół i jego niechrześcijańskie postępowanie?!!! - od równo godziny abba Motylion cierpliwie wysłuchiwał monologu starego znajomego. A był to trzeci dzień wakacji abby. Abba Motylion przez większość czasu mruczał do siebie cichutko. „Nałóż …

Abba Motylion i…za lasami, za górami…

-Uff... - westchnął abba Motylion i wstał powoli. Chłód kaplicy działał kojąco. Upały były nie do zniesienia. -Żeby tak jeszcze ktoś skosił za mnie trawę...ale nie...kochaj bliźniego...no to będę kochał.. Abba trzeci dzień z rzędu dosiadał warczącej bestii i ujeżdżał ją do granic swojej wytrzymałości. Trawa nie dawała za wygraną. Po każdej chwilowej wygranej, odrastała, …

Abba Motylion i… Zmartwychwstanie.

-Co znowu?! Papillon wstał, mamrocząc i fukając na wszystkie strony. Od tygodnia fukał i nie wstawał. Raz fukał ze złością, raz ze smutkiem, innymi razy ze zmęczenia. Jedno było niezmienne - Papillon fukał. Położyło go w Wielki Poniedziałek. Wszystkie nadzieje, jakie wiązał z czasem oczekiwania na Wigilię Paschalną, nadzieje na pełną pocieszenia modlitwę, na przeżycia …

Abba Motylion i …morze łez.

A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: «Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!» Abba Motylion już czwarty raz tego dnia czytał głośno słowa Ewangelii Niedzieli Palmowej. Po wyjeździe daleko od wszystkich króliczków, kretów i przybywających od czasu do czasu do pustelni osłów wrócił …

Abba Motylion i….tajemnica Triduum Sacrum.

  -Motyla noga! -mruczał do siebie podirytowany Abba Motylion. Powodem irytacji abby były jednak nie motyle, ale króliczki. Króliczki przebrane były w kostiumy różnej maści. A to przeciekał dach pustelni, a to brat bez zasięgnięcia rady starca pozamawiał liny na koszyki ( a nie było za nie jak zapłacić), a to dawny znajomy podesłał mu …

Abba Motylion i….oczekiwanie na owoce.

Abba Motylion od kilku dni planował ekstradycje. I to wielokrotną. Nie była to jednak sprawa polityczna. Nie bacząc na złą pogodę i nienajlepszy wzrok starzec z mozołem umieszczał szmaty nasączone naftą w tunelach nielegalnych imigrantów. Imigranci robili podkopy, chowali się, uciekali. Starzec tunele zatykał. I tak dzień po dniu. Mimo żmudnej pracy na twarzy starca malowało się zadowolenie. …

Abba Motylion i…. do czego ci dziękczynienie.

Do niczego! Nie wytrzymam już. Wszystko odwrotnie niż miało być! No, prawie odwrotnie. Ale jednak.... Papillon mamrotał już drugi tydzień z rzędu. Reszta uczniów obchodziła jego pustelnię zgrabnym łukiem, co wymagało sporego wysiłku. Pustelnia Papillona stała w sąsiedztwie pustelni abby Motyliona a do tej drugiej zmierzały pochody złaknionych towarzystwa świętego starca uczniów. Uczniowie Motyliona nie grzeszyli …

Abba Motylion i ….popielcowe kryzysy.

Pustelnie rozrzucone na niewielkim skrawku nieurodzajnej ziemi, jak rodzynki w chałce. Ale pustelnie to nie rodzynki. Nie były słodkie. Nad ziemią, którą udeptywały sandały gromadziły się chmury. Coraz więcej chmur. Halny. W powietrzu latały koszyki, dzbanki, gofrownice. Motyle nie mogły latać. Te, które przetrwały pierwsze uderzenie wiatru schowały się we framudze między spiżarnią a refektarzem. …

Abba Motylion i….między czymś a czymś.

Abba Motylion był starcem świętym. Był starcem bardzo świętym poza tymi momentami, kiedy nim na króciutką chwilę być przestawał. Działo się tak najczęściej wtedy, kiedy był między czymś a czymś, a coś było naglące, nie po drodze, męczące lub bardzo, ale to bardzo irytujące. Między czymś a czymś był starzec od dni kilku. Od rana …

Abba Motylion i…wielkie nadzieje.

Po ostatniej monastycznej wersji Sturm und Drang Periode kurz na dróżkach między pustelniami osiadł. Jak w klasycznej scenie z westernu, kiedy bandytów już albo jeszcze nie ma, dla tubylców jest zbyt gorąco żeby się kłócić a szeryf wreszcie ma okazję schować strzelbę i wyciągnąć nogi na taborecie na ganku. I pić herbatę. Tak właśnie zrobił abba Motylion …