Abba Motylion i…mroczki przed oczami.

Pogoda szalała. Temperatura skakała jak młoda kozica. Ciśnienie robiło co chciało. Noce w cenobii były nieznośnie bezsenne. Prawie bezsenne. Po jednej z nich abba Motylion otworzył oczy jak co dzień, o tej samej porze. Przetarł je. Na wpół przytomny zrobił znak krzyża na ciele. Przygotował kawiarkę. Założył okulary. Pierwszy łyk kawy. Ora et labora et cafe-hora. Ale żeby było labora to musi być kawa. Noc była ciężka. Dzień zapowiadał się pracowity.

Kształty w celi nabierały ostrości już po pierwszym łyku czarnego jak smoła i gorącego nektaru. Nabierały ostrości i….oj! Starzec złapał się za wygoloną na jeża głowę. Mroczki! Znów te mroczki! I to już od rana! Wcześniej tylko na plaży a teraz? Co to będzie za dzień! Monolog wewnętrzny zapowiadał usłany problemami poranek, południe, popołudnie nie wspominając o wieczorze.

Mroczki znał starzec dobrze. Ale jeszcze nigdy nie pojawiały się rano!! Abba wiedział, że czas nie stoi w miejscu. Lata spędzone w surowych warunkach były błogosławione, ale ostatnie dwa były pełne napięć, zamartwiania się o uczniów, ratowania ich z opresji. To musiało odbić się na jego zdrowiu.

Nieco zrezygnowany i zmartwiony zajął się niedzielnymi obowiązkami. Czekali świeccy i liturgia. Po niej starzec wrócił do pustelni. A mroczki razem z nim. Krok w krok. Podszedł przemyć twarz. Zerknął w lustro. I coś jakby przez chwilę przykuło jego uwagę. Zerknął raz jeszcze. Potknął się o sznurówkę. But mu przeszkadzał. Zdjął but. Zdjął okulary. Nastąpiła niespodziewana zmiana. Mroczki zniknęły! Zerknął w lustro. Zerknął na okulary. Zerknął na but. Nie do pary. I zrozumiał.

Mroczki były efektem wczorajszego spaceru wokół pustelni i padającej wówczas mżawki, która bezczelnie osadziła się na okularach. Motylion roześmiał się do siebie i swoich mroczków. Już widział swojego ucznia Papillona, który wysyła go do najlepszej kliniki w okolicznym mieście, organizuje przewóz, robi kanapki, przygotowuje kawę na drogę i czerwony dywan…Ach ten Papillon! Abbę Motyliona przytłaczała czasem ta nadmierna troska, ale gdyby jej nie było…no tak. Mogłoby jednak tej papillonowej troski brakować.

Mroczki przed oczami nastroiły starca refleksyjnie. Dumał… „Każdy mroczek ma dwa końce.  A może…nie wszystko mroczek, co nam się mroczkiem wydaje.” Abba Motylion poszedł jeszcze o krok dalej:

To, co mroczne w naszych oczach to czasem po prostu wynik zbyt ciemnych okularów.

Licencja Creative Commons
Abba Motylion i… by Aleksandra Eysymontt is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License

Dodaj komentarz