Abba Motylion i …pokusa.

Abba Motylion był chory. Mrozy były takie, że nos abby Motyliona przymarzał mu do czytnika książek, na którym odmawiał czasem brewiarz. Sięgnął więc do wersji papierowej. Miał ostatnio sporo na głowie. Uczniowie przechodzili kryzysy, chorowali (na zmianę pogody), wmawiali sobie, że przechodzą przez „noc ciemną” podczas kiedy przechodzili po prostu przeziębienie. Jedli albo za dużo albo za mało, ogarniało ich lenistwo, nie chciało im się odśnieżać, nie chciało się im słuchać abby. Stan ich pogarszał się  z dnia na dzień i krok tylko dzielił ich od acedii.

Aby jedna chora owca nie zaraziła całej trzody

Starzec borykał się i ze swoimi duchowymi walkami a teraz spadła jeszcze lawina kryzysów jego owiec. Przez częste choroby musiał sam odśnieżać, sprzątać w celach uczniów, zastępować ich w przeróżnych codziennych obowiązkach, przyjmować świeckich z miasta z tysiącem spraw nie cierpiących zwłoki lub, jak i też bywało, ze zwłokami i z prośbą o Mszę pogrzebową. Wiedział, że wystarczy jedna owieczka, która podda się złemu duchowi i zakażenie może przenieść się na całą trzódkę. Zaniepokojony starzec pracował i się modlił.

Tymczasem Zły szukał okazji, żeby starca odwieść od dobra. Przemęczenie abby Motyliona, jego nerwowość, napięcie to były idealne warunki do przypuszczenia ataku. I stało się.

Po odbyciu kilku szczególnie trudnych rozmów, rozwiązaniu kilkunastu palących problemów i kolejnym telefonie znerwicowanego Papillona starzec włączył komputer. A tam już czekała pokusa. Starzec postanowił, że musi jakoś odreagować. „Trzeba obejrzeć film, najlepiej film akcji. To na pewno pomoże.” I – bum! Wyskoczył tytuł. Zaciekawiony starzec już wciągnął się w fabułę, kiedy zrozumiał, że to pułapka. Okrucieństwo, ohyda i zło sączyły się z prawie każdej sceny. Ale było za późno. Ciekawość pchała starca dalej. I dalej. I do końca.

Abba Motylion sam nie mógł uwierzyć jak łatwo dał się podejść. Przecież ten scenariusz od początku prowadził w chaszcze. Nawet nie był specjalnie zawoalowany. Ot, po prostu. Czarno na białym napis: nie oglądaj. A jednak!

Jak bardzo musiał być zmęczony i zdenerwowany, żeby tak dać się podejść. Jak dalece musiała ucierpieć na ostatnich wydarzeniach jego czujność. Abba przygotował sobie herbatę i postanowił, że koniecznie musi odpocząć.

Tymczasem Papillon stał chwilę pod drzwiami pustelni starca i nie wierzył własnym uszom. Dialogi z filmu darły ciszę pustelni na strzępy. Papillon postał, zasmucił się i zrozumiał, że musi coś zrobić, żeby jego ukochany starzec mógł odzyskać siły i spokój.

Postanowił sam zająć się swoimi chorobami, problemami, lękami, nocami, katarem, stłuczeniem, myśleniem. Papillon postanowił zając się miłością w praktyce. Postanowienie było proste. Przestać się przejmować sobą tak, aby : każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca, abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic.

__

(Hbr 6,10-20)
Nie jest Bóg niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie waszym i miłości, którą okazaliście dla imienia Jego, gdyście usługiwali świętym i jeszcze usługujecie. Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca, abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic. Albowiem gdy Bóg Abrahamowi uczynił obietnicę nie mając nikogo większego, na kogo mógłby przysiąc, przysiągł na samego siebie, mówiąc: Zaiste, hojnie cię pobłogosławię i ponad miarę rozmnożę. A ponieważ tak cierpliwie oczekiwał, otrzymał to, co było obiecane. Ludzie przysięgają na kogoś wyższego, a przysięga dla stwierdzenia /prawdy/ jest zakończeniem każdego sporu między nimi. Dlatego Bóg, pragnąc okazać ponad wszelką miarę dziedzicom obietnicy niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, /kotwicy/, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.

*Ten odcinek dedykowany jest Bratu Jarosławowi Werwińskiemu ( zwycięscy w konkursie na prawidłowe tłumaczenie z j. czeskiego 🙂 ) 

Licencja Creative Commons
Abba Motylion i… by Aleksandra Eysymontt is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License

Dodaj komentarz