Marudzisz. Zadzieranie nosa jest szaleństwem.

-Przez tą naukę nie mam czasu się modlić! – narzekała zakonnica Syryjczykowi z klasy.
-A to nie możesz się modlić nauką? – odpowiedział rezolutnie syryjski student. Marudzenie nie jest oczywiście bezowocne. Marudzenie przynosi ulgę, a nawet satysfakcję. Ale, tak jak z każdym zjedzonym czekoladowym ciastkiem, oprócz przyjemności marudzenie niesie ze sobą efekty uboczne. I tak, jak kalorie, marudzenie się odkłada, rośnie, nadyma nasze ego i niweluje radość do rozmiaru ledwie dostrzegalnych okruszków. Jeśli nie przestajemy karmić się marudzeniem, prędzej czy później zbrzydniemy.

Oczekuj braku komfortu, czyli idea dni skupienia dla kobiet.

Pań chętnych coraz więcej, miejsc coraz mniej. Dlaczego liczba miejsc jest ograniczona? Dlaczego tylko kilkanaście uczestniczek?  Ograniczona ilość miejsc to efekt idei, która przyświeca tym rekolekcjom. Nie są to rekolekcje typowe. Ich istotą, a może też największym wyzwaniem, jest przeżywanie obecności Boga w codzienności, wśród osób, które niekoniecznie będą nam „odpowiadać”. Mamy wejść w przeżycie kenozy, ogołocenia. I w tym mamy, z Bożą pomocą, naśladować Chrystusa.

Gdzie dwóch albo trzech spotyka się w imię Pana

Chrześcijanie początkowo spotykali się na Eucharystii po szabacie, czyli w sobotę wieczór, lub w niedzielę przed świtem. Nie mieli do tego żadnych specjalnych miejsc. Po prostu gromadzili się w domach. W domach też odbywały się „lekcje” dla katechumenów. Czasem domy, w których spotykali się chrześcijanie były specjalnie adaptowane na potrzeby wspólnoty. Specjalnych miejsc, budynków nie było. Uważano, że nie powinno ich być. Kiedy i dlaczego to się zmieniło?

Nie dałeś mi koźlęcia…

„Ja nie mam czasu! Wracam z pracy do domu a w domu znów praca! A ona? Ona bez rodziny i jeszcze narzeka! Ja nie wiem w co mam ręce włożyć! Czy zacząć prać, czy kąpać córkę, czy robić obiad!” Przecież tak pracuje…przecież chodzi do kościoła. A nagrody nie ma!