Abba Motylion i…. do czego ci dziękczynienie.

Do niczego! Nie wytrzymam już. Wszystko odwrotnie niż miało być! No, prawie odwrotnie. Ale jednak….

Papillon mamrotał już drugi tydzień z rzędu. Reszta uczniów obchodziła jego pustelnię zgrabnym łukiem, co wymagało sporego wysiłku. Pustelnia Papillona stała w sąsiedztwie pustelni abby Motyliona a do tej drugiej zmierzały pochody złaknionych towarzystwa świętego starca uczniów.

Uczniowie Motyliona nie grzeszyli zbyt wieloma cnotami za to pomysłowości im nie brakowało. Jak tu ominąć zrzędnego Papilona...zastanawiał się jeden z drugim.

-Wpadniecie na kawę?

Zagadnął Papillon jednego ze starszych uczniów abby, ucznia Mariona. Marion wyróżniał się w tłumie wzrostem, wytrzeszczonymi oczami, dużymi okularami i równie dużym dystansem. Zanim został uczniem abby prowadził hulaszcze życie w mieście. To czasem odbijało się Marionowi czkawką. Najczęściej wtedy, kiedy do abby przybywała z dalekich krain powabna niewiasta w kłopocie. Marion stroszył wtedy już nieco wypłowiałe pióra i natychmiast deklarował chęć pomocy. Tym razem nie miał jednak ochoty deklarować chęci pomocy. Papilon nie był powabną niewiastą.

-Marion! Choć! Kawę już zrobiłem..

-Sorry, Papillon ale zmywanie mam no i pod łóżkiem muszę posprzątać…..wiesz. A poza tym

strasznie jestem zmęczony…

-No, to kawa ci pomoże. Dawaj! No!

-Lecę. Abba mnie woła...

I tak raz po raz Marion unikał godziny wysłuchiwania narzekań, wycierania łez, pocieszania. Tak, wiedział, że powinien podnieść brata na duchu, ale…Nawet abbie się to ostatnio nie zawsze udawało! Co dopiero on…

Z tych samych powodów niektórzy uczniowie przemykali się koło pustelni Papillona w nocy, żeby ich nie zauważył i spali pod drzwiami abby. A dziś abba robił pogadankę o dziękczynieniu i o złych myślach, które prowadzą nas na manowce.

Z oddali dobiegał łagodny i pełen spokoju głos abby Motyliona:

Gabriel Bunge, kiedyśmy się jeszcze spotykali w jego pustelni we Francji, lubił cytować Ewagriusza. „Dlaczego demony chcą w nas wywołać obżarstwo, nierząd, chciwość, gniew, pamięć złego i inne namiętności? Aby umysł, ociężały z ich powodu, nie mógł się modlić tak jak trzeba. Bowiem namiętności pochodzące z nierozumnej części naszej natury nie pozwalają, abyś działał rozumnie i poszukiwał Boskiego słowa.” Czyli na nasze – trzeba złym myślom przeciwstawiać dobre myśli. I ćwiczyć się w tych zapasach codziennie, jednocześnie prosząc, aby Bóg przyszedł nam z pomocą.

Papillon nie interesował się już niczym. Oprócz kawy. Kawą za to interesował się żywo bo po ostatniej wichurze zmiotło mu kuchenkę a kawiarka domagała się reanimacji. Papilon opuszczał spotkania u abby z premedytacją. Jednak dziś stał pod drzwiami i słuchał.

….no i te myśli, jak mówi Ewagriusz, mają korzeń w zakochaniu w samym sobie…

Papillona trafiło. Zabolało. Zawrócił. Czy to dlatego jest ze mną tak marnie..? szeptał do siebie oszołomiony. Czy to dlatego ciągle jest mi źle?  Papilon wracał do siebie a abba w duchu modlił się, żeby jego drogi uczeń wszedł na drogę metanoinawrócił umysł na dobre tory, na tory dziękczynienia, tory radości, tory Bożego Ducha.

Tego dnia Papilon wziął samoprzylepną karteczkę i napisał na niej : Deo Gratias. Za wszystko. Wszędzie. Codziennie. Deo gratias.

Popatrzył na nią : Hm. Samo się przylepi, ale samo się nie zrobi. Módl się i rób co trzeba.

Mamrotał tego dnia Papillon  po raz kolejny, tym razem z delikatną nutą optymizmu.

lest-we-forget

Dodaj komentarz