Abba Motylion i …góra bezradności.

Nowe okulary abby Motyliona sprawiały wiele radości. Najwięcej radości sprawiały uczniom, którzy raz po raz cieszyli się obserwując jak starzec wpada na przechodzących turystów. Najbardziej cieszyli się, kiedy starzec wpadał na wyfiokowaną damę na szpilkach. Co za radość! Wystarczała na wyplecenie kilku koszyków i pięć anegdot na rekreacje.  Rytm dnia w pustelni różni się wprawdzie od tego w cenobium, ale raz na tydzień uczniowie starca spotykają się na kilka godzin i wtedy z radości uczniowie potrafią nawet pozmywać z własnej woli.

Starcowi jednak nie było radośnie. Przeciwnie. Od kilku dni abba chodził smutny i nawet nowe okulary nie zmieniały tu nic. Ale zanim o tym, dlaczego nasz zwykle radosny starzec, chodził z nosem spuszczonym na kwintę ( i to kwintę zmniejszoną) to cytat z „Rozmów z Ojcami” Jana Kasjana.

1 Czyńmy więc wszystko dla czystości serca, dla niej pragnijmy wszystkiego, dla niej szukajmy samotności, dla niej przyjmujmy posty, czuwania, prace, nagość ciała, czytanie i całą resztę cnotliwych uczynków. Umiejmy przysposobić i zachować w sobie serce wolne od jakichkolwiek szkodliwych namiętności, a potem pnijmy się w górę postępując ku tej doskonałości, która polega na miłości. W innym wypadku wspomniane wysiłki mogłyby nam być przeszkodą, zamiast postępem. Nieraz zdarza się bowiem nagła potrzeba jakiejś ważnej pracy, tak że nie możemy zachować rygorów naszego życia; otóż wówczas łatwo moglibyśmy popaść w smutek, gniew czy niechęć, chociaż właśnie przeciw nim chcieliśmy walczyć powyższymi środkami.

Powyższy fragment, a szczególnie jego część ostatnia, był ilustracją stanu tak umiłowanego przez starca ucznia Papillona. Papillon nie odszedł z pustelni, co jeszcze niedawno  planował. Papillon natomiast dał się zwieść i nijak nie chciał być naprowadzony na dobrą drogę. A oto, co mam na myśli:

Nieraz zdarza się bowiem nagła potrzeba jakiejś ważnej pracy, tak że nie możemy zachować rygorów naszego życia; otóż wówczas łatwo moglibyśmy popaść w smutek, gniew czy niechęć, chociaż właśnie przeciw nim chcieliśmy walczyć powyższymi środkami.

Papillon chodził smutny, rozgoryczony, warczał, fukał, nic go nie cieszyło, nie dziękował. Czy jadł, czy pościł, czy się modlił, czy pracował – gorycz narastała a dobro ulatywało z oczu Papillona niczym wiosenny motyl przeganiany wczorajszą gazetą. Szast – prast i jeszcze chwila a Papillon zdzieliłby takiego motyla po skrzydełku.

Abba próbował wszystkiego. W swojej bezgranicznej łagodności podsuwał warczącemu Papillonowi naleśniki i gofry, delikatnie sugerował spacer, zachęcał do modlitwy,  siedział na stołeczku i opowiadał ciekawe historie o kwantach, segregacji śmieci, kinie przedwojennym. I nic. Papillon ożywiał się na chwilę, żeby już po minucie popaść w letarg, z letargu w hiperaktywność. W trakcie udawało mu się być opryskliwym, niecierpliwym i humorzastym.

Bezradność przygniotła naszego abbę Motyliona. Nie wytrzymał. Po kolejnej próbie zaserwowanej przez chorego na duszy i ciele ucznia Motylion odsunął stołeczek, wstał, otrzepał szkaplerz z resztek gofrów i poszedł dróżką do swojej pustelni. Bezradność opanowała serce starca i kusiła go do smutku podając mu powody, dla których młodego Papillona trzeba odesłać do jakiegoś mądrzejszego, bardziej cierpliwego i w ogóle po prostu INNEGO niż on starca.

Nie miał siły. Dla niego to też był trudny czas. On też miał słabe momenty. Gorsze dni. „Dlaczego Papillon nie może tego zobaczyć?!” pytał sam siebie rozżalony.

I tu trzeba nam przerwać, drogi Czytelniku. Musimy dać czas abbie i Papillonowi na pojednanie. Dać szansę Bogu na interwencję. Jeśli tylko będziemy się za nich modlić – na pewno i jeden i drugi wyjdą z tej próby zwycięsko. Zresztą, abba Motylion wyszedł już na spacer z różańcem. Po takim zabiegu wracał jak wyfiokowana dama po wizycie u kosmetyczki.

A tymczasem nam pozostaje wyciągnąć wniosek ze stanu Papillona:

Największym wrogiem miłości nie jest nienawiść. Często jest nią pycha ukryta pod płaszczem wielu zbyt ambitnych i nazbyt pobożnych pragnień.

Licencja Creative Commons
Abba Motylion i… by Aleksandra Eysymontt is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License

Autorka powieści Abba Motylion oraz scenariusza radiowego pod tym samym tytułem. Redaktor naczelna magazynu DOM MARIAM, właścicielka firmy Dom Mariam z Galilei. Pracowała jako wykładowca na warszawskim Colegium Civitas, trener dla Fundacji Nowe Media, wydawca programów radiowych w RMF FM, dziennikarka dla PR Katowice. Prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży, koordynuje projekty dla oo. dominikanów w Ustroniu - Hermanicach. Zarząca stronami firm na Facebooku oraz witrynami www.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.